16 maja

Leszno. Przewodnik po mieście


Zaczniemy od pytania. Z czym kojarzy się Wam Leszno? 
Część z Was pamięta pewnie jeszcze dawne województwo leszczyńskie, którego Leszno było stolicą. Fani żużlu wymienią Unię Leszno - klub wielokrotnie zdobywał tytuł Mistrza Polski. Są także szybowce. Leszno jest przecież szybowcową stolicą polski, a to za sprawą Centralnej Szkoły Szybowcowej. Z kolei ci, którzy pilniej słuchali na lekcjach historii mogą przypomnieć sobie fakt, że to właśnie Leszno było siedzibą rodu Leszczyńskich - Stanisława, króla Polski i jego córki Marii - królowej Francji.

No dobrze, trochę tego mamy. To teraz trudniejsze pytanie. Co zobaczyć w Lesznie? Podczas wielkopolskiej majówki postawiłam sobie dokładnie takie samo pytanie. Odpowiedzi postanowiłam poszukać u źródła. Zapraszam Was na spacer po Lesznie, śladami historii, sztuki, kilku religii i kultur. I oczywiście dobrego jedzenia.

Najłatwiej zwiedzanie rozpocząć z dworca PKP, to tutaj zatrzymują się pociągi z Wrocławia i Poznania. Dawny XIX - wieczny neogotycki budynek zniknął w l. 70 XX wieku. Obecny dworzec to zmodernizowany obiekt z  czasów PRL. I może wyglądem nie zachwyca, ale warto chwilę się tu zatrzymać i przypomnieć pewną smutną historię, której teatrem był właśnie leszczyński dworzec.


W 1947 r. przez Leszno przejeżdżał pociąg, którym podróżowało m.in. kilku radzieckich żołnierzy a wraz z nimi pewna kobieta. Kobieta szeptem poinformowała jednego z współpasażerów, że została sprzedana Rosjanom i poprosiła go o pomoc. Pasażer poinformował obsługę składu. Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Lesznie, podjęto polubowne próby uwolnienia kobiety. Nie dały one jednak rezultatu i do akcji włączył się garnizon Wojska Polskiego. Doszło do strzelaniny, w wyniku której zginęło trzech radzieckich żołnierzy. W procesie sądowym Polacy zostali skazani na kary śmierci lub wieloletniego więzienia, kobietę zesłano w głąb ZSRR. O wydarzeniach przypomina wmurowana w ścianę dworca tablica.

Jeszcze mała uwaga. Dlaczego mówimy leszczyński, a nie np. lesznieński? Otóż w najstarszych, XIV - wiecznych zapisach miasto nosi nazwę Leszczno. Nazwa ta przetrwała w odmianie.

Możemy wyruszać w dalszą drogę. Idziemy ul. Słowiańską, która prowadzi nas do centralnego punktu miasta. Mowa oczywiście o rynku z górującym nad nim ratuszem. Barokowa budowla z kolumnami, smukła wieżą i paradnym portalem uważana jest za jeden z najpiękniejszych ratuszy w Wielkopolsce. Za przebudowę siedziby władz miasta odpowiadał włoski architekt Pompeo Ferrari. Zapamiętajcie to nazwisko, bo będzie towarzyszyło nam w Lesznie na każdym kroku. 



Rynek otaczają kamienice z XVIII - XIX wieku, najstarsza pochodzi z XVII wieku, mieści się w niej hotel Wieniawa. Na Wieniawę w Lesznie także będziemy trafiać co krok. To nazwa herbu pierwszych właścicieli Leszna, później znanych jako Leszczyńscy. Podobno herb został nadany Wieniawitom już przez Mieszka I w uznaniu za pokonanie monstrualnych wymiarów żubra. Prawdy w tym wiele nie ma, faktem jednak jest, że Wieniawa przedstawia głowę żubra w polu złotym.

Dwa kroki dzielą nas od kościoła farnego pw. św. Mikołaja z charakterystycznymi dwiema wieżami. Wnętrze kipi barokiem. Koniecznie zwróćcie uwagę na dwa nagrobki Leszczyńskich: Bogusława i Rafała. I choć to właśnie kościół św. Mikołaja uważa się z najcenniejszy zabytek sakralny Leszna, mnie znacznie bardziej spodobał się kościół pw. św. Krzyża. XVIII - wieczny, dawny zbór luterański otacza ciekawe lapidarium - nagrobki, płyty i obeliski pochodzące z dawnych cmentarzy ewangelickich. Moim zdaniem to najpiękniejsze miejsce w Lesznie i choćby tylko dla niego warto odwiedzić miasto. 






Lapidarium zostało utworzone z l. 50 XX wieku. kiedy na plac wokół kościoła przeniesiono XVII - XIX wieczne nagrobki, by ocalić je od zniszczenia. Niektóre to małe dzieła sztuki, inne to prawdziwe podręczniki historii. Obok kościoła znajduje się grób Jana Metziga, niemieckiego lekarza, wielkiego polonofila. Plac przy którym wznosi się kościół nosi jego imię. Jeszcze tylko wspomnę, że zbór projektował znany nam już Ferrari.

W tym miejscu warto opowiedzieć, czym dla Leszna byli protestanci. Relacje miasta i protestantów to swoista symbioza. Oni dali miastu rozwój kultury, nauki i szkolnictwa, miasto zapłaciło im opieką i przywilejami. Jak wiemy Leszno było miastem prywatnym. Właściciele - ród Leszczyńskich zapewnił protestantom liczne przywileje, a ci masowo ściągali do Leszna. Szczególnie upodobali je sobie bracia czescy. Przybył wraz z nimi Jan Amos Komensky, pedagog, filozof, publicysta. W Lesznie powstało świetne gimnazjum, liczne drukarnie. Nazwano miasto Nowymi Atenami Europy.

Co ciekawe, Leszno podzieliło los wielu miast zniszczonych podczas potopu szwedzkiego, tyle tylko, że w tym przypadku zniszczeń nie dokonali Szwedzi. Tych mieszkańcy, przecież bracia w wierze, chętnie wpuścili do miasta. W odwecie rok później  Leszno podpaliły wojska Rzeczpospolitej.



Ozdobą placu Metziga jest kilkusetletni Dąb Bolek. W budynku dawnej pastorówki mieści się Muzeum Okręgowe. Wewnątrz zachwyca zbiór sarmackich portretów trumiennych, intryguje miecz rzekomo należący do króla Przemysła, z portretu łagodnie spogląda Maria Leszczyńska. Muzeum gromadzi także zbiory historyczne i etnograficzne. Mnie najbardziej ucieszyło młodopolskie malarstwo o tematyce wiejskiej. 



Drugi oddział muzeum mieści się przy ul. Narutowicza w odnowionym budynku synagogi z 1625 r. Wewnątrz zgromadzono judaica. Znajduje się tam także dział wystaw czasowych. My trafiliśmy na wystawę poświęconą historii poczty w Lesznie. Warto zajrzeć.


W pobliżu synagogi, ukryty wśród zieleni leży pałac Sułkowskich. Gdy Leszczyńscy w XVIII wieku wyjechali do Francji na dobre, sprzedali miasto Sułkowskim. Zgadnijcie, któremu architektowi pałac zawdzięcza barokowy wygląd? ;) Obecnie w budynku mieści się m.in. Starostwo Powiatowe, pałac nie jest udostępniony dla zwiedzających. 

Muszę jeszcze wspomnieć o kolejnej ewangelickiej świątyni Leszna. Mowa o kościele pw. św. Jana Chrzciciela z sześćdziesięciometrową, górująca nad miastem wieżą. Koniecznie obejdźcie świątynię dookoła. Natkniecie się na pewno na zegar słoneczny na jednej z przypór i na ciekawie wkomponowana w fasadę kaplicę grobową Gruszczyńskich projektu...Ferrariego.

W ten sposób kończymy historyczną część naszego spaceru ale kilka atrakcji jest jeszcze przed nami. Po pierwsze coś dla miłośników street artu. W Lesznie powstał szlak murali! Szlak łączy trzynaście murali o tematyce nawiązującej do historii i symboli miasta. Mnie nie udało się dotrzeć do wszystkich, ale poszukiwania pomalowanych fasad budynków są doskonałym pretekstem do spaceru po mieście. 


A teraz coś dla fanów dobrej kuchni, a wiem, że jest Was tu sporo. Polecę Wam dwa miejsca. Pierwsze z nich to Zielona Antresola ukryta w jednej z bram przy ul. Zielonej. Restauracja może poszczycić się klimatycznym ogródkiem, w którym aż chce się spędzić długi, letni wieczór. Polecam Wam pyszne naleśniki, koktajle, herbaty. Drugie miejsce, typowo dla fanów słodkiego to kawiarnia Delicje mieszcząca się na leszczyńskim rynku. Spróbujcie ciast i lodów "z widokiem".


I na koniec polecenie. Jeśli macie więcej czasu koniecznie pojedźcie do pobliskiej Rydzyny. W tym ciekawym miasteczku znów odkryjecie ślady dobrze znanego nam Ferrariego, Leszczyńskich i Sułkowskich. Największą atrakcją miasteczka jest oczywiście zamek z pięknym parkiem, ale sama Rydzyna z uroczym rynkiem i kościołem halowym też jest warta uwagi.
Dojazd z Leszna mpk lub pociągiem (stacja ok 3,5 km od Rydzyny!)

3 komentarze:

  1. Też bym nie miał nic przeciwko Ferrari towarzyszącemu mi na ulicach...

    A tak ma serio. Równie dobrego tekstu zachęcającego do odwiedzin miasta nie czytałem od dawna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Komplement od Ciebie liczy się podwójnie!
      A Ferrari rzeczywiście kusi ;)

      Usuń
  2. wielkie dzięki za odwiedziny w Lesznie. Szkoda, że nie dałaś znać - pokazałabym jeszcze kilka ciekawostek. ;)
    A lapidarium też uwielbiam: http://zaleznawpodrozy.pl/2014/05/23/najwiekszy-skarb-leszna-lapidarium-leszno/

    OdpowiedzUsuń

TOP