28 lutego

Supraśl. Brzmi jak plan na weekend!


Niewielki, niespełna 5 - tysięczny Supraśl, położony jedynie 15 kilometrów od Białegostoku, to miejsce niezwykłe. Kilka lat temu odwiedziłam Supraśl przejazdem, w drodze na Suwalszczyznę i ta krótka wizyta pozostawiła we mnie uczucie niedosytu. W tym roku wpadliśmy tu spontanicznie (także planując wyjazd na Suwalszczyznę ;)) na przedłużony weekend stycznia, licząc na spotkanie z legendarną podlaską zimą. Zima, jak to tegoroczna zima trochę zawiodła, ale miasteczko - wręcz przeciwnie. Supraśl oczarował nas położeniem, klimatem, architekturą. Przez cztery dni poznaliśmy chyba każdy jego zakątek. I wreszcie udało mi się napisać dla Was ten krótki przewodnik. Co zobaczyć w Supraślu, gdzie zjeść, gdzie spać? Pomysły już do Was lecą!

Co zobaczyć w Supraślu


Zwiedzanie Supraśla trzeba zacząć w miejscu, w którym miasto wzięło swój początek. Przy ulicy M. Chodakowskiego, na nadrzecznej skarpie stoi trójramienny, drewniany krzyż na kamiennym postumencie. Z napisu wyrytym na kamieniu odkrywamy pierwszą z tajemnic Supraśla.


Na pewno już w końcu XV wieku w pobliskim Gródku istniał męski monaster, ale zgiełk miasta (!) kazał mnichom szukać nowego, bardziej sprzyjającego duchowej kontemplacji miejsca do życia. Warunek był jeden - miejsce osiedlenia musiało zostać wskazane przez Boga. Do rzeki Sprząśla wrzucili więc krzyż i postanowili, że nowy klasztor założą w miejscu przez niego wskazanym. Krzyż pokonał rzeką jakieś 30 kilometrów, i spoczął przy wysokiej nadrzecznej skarpie na uroczysku Suchy Hrud. Miejsce wydawało się idealne do osiedlania. I oto jesteśmy w Supraślu!

Przed nami wije się rzeka Supraśl, dawna Sprząśla, a za nami wznoszą się budynki męskiego Monasteru Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy i św. Apostoła Jana Teologa, skrywające chyba najpiękniejszy zabytek miasta: gotycko - bizantyjską cerkiew obronną. 



Historia zgromadzenia jest długa i zawiła, i w pełni oddaje skomplikowaną historię tych ziem. Dość powiedzieć, że ufundowany przez Aleksandra Chodkiewicza monaster pierwotnie był prawosławny, po zawarciu unii brzeskiej stał się unicki (przez opór mnichów dopiero po kilkudziesięciu latach i po interwencji króla), w czasie zaborów powrócił do cerkwi prawosławnej a w l. 20 i 30. został przejęty przez salezjanów. Monaster powrócił do prawosławnych w l. 90 i dziś w ich towarzystwie można zwiedzać teren zgromadzenia.
Przekraczamy furtę i pierwsze kroki kierujemy do tzw. cerkwi zimowej mieszczącej się w bocznym skrzydle klasztoru. To tutaj odprawiane są nabożeństwa. Jednak to cerkiew Zwiastowania Bogurodzicy, znajdująca się na środku placu kradnie nasze serca i spojrzenia.


Dlaczego mnisi mając do dyspozycji tak wspaniałą świątynię nie modlą się w niej? Odpowiedź jest prosta - zabytek jest placem budowy i choć z zewnątrz wygląda wspaniale, wnętrze jest puste.

Jak do tego doszło? Wszystkie zawiłości dziejowe obeszły się z monasterem i cerkwią względnie łaskawie. Tragiczny okazał się dopiero rok 1944 r., w którym wycofujące się wojska niemieckie wysadziły w powietrze cerkiew. Po XVI - wiecznym zabytku zostały tylko filary i kupa gruzu. Na szczęście w l. 80. postanowiono odbudować cerkiew. W kopule odnowiono polichromie, obecnie trwają prace nad przywróceniem bizantyjskich posadzek.

Coś jednak w ruinach cerkwi ocalało. Musimy udać się do Muzeum Ikon, mieszczącego się w budynku pałacu archimandrytów i zajrzeć do sali, którą zwiedza się jako ostatnią.



Gdy w l. 40. nad ruinami cerkwi opadał kurz, do Supraśla przyjechała ekipa naukowców, która postanowiła ratować to, co jeszcze dało się uratować z barbarzyńsko zburzonego zabytku. Na filarach ocalały resztki XVI - wiecznych polichromii w typie bizantyjskim, przedstawiających wizerunki świętych. Odcięto je wraz z tynkiem, poddano konserwacji. I te unikatowe cudeńka możemy oglądać w Muzeum.


Muzeum Ikon w Supraślu to przede wszystkim miejsce przechowywania ponad tysiąca ikon praktycznie we wszystkich typach. Obiekty są pięknie wyeksponowane, towarzyszą im krzyże cerkiewne i średniowieczne krzyżyki. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem i polecam Wam tę podróż po duchowości wschodniego chrześcijaństwa.


Z monasterem wiąże się jeszcze jeden zabytek. Przy obecnej ul. Klasztornej znajdowała się cerkiew cmentarna, a pod nią ukryte były katakumby. Po cerkwi nie ma śladu, natomiast katakumby zabezpieczono i nakryto. Spoczywają tam szczątki doczesne mnichów.

Zanim udamy się w inne zakątki Supraśla zajrzymy jeszcze do niewielkiego Białego Dworku otoczonego ogrodem. To dom ostatniego opata bazylianów, bp. Jaworowskiego, zbudowany w 1822 r. Obecnie mieści się tu siedziba Dyrekcji Parku Krajobrazowego Puszczy Knyszyńskiej. W kilku salach stworzono niewielką, ale ciekawą wystawę przyrodniczą i etnograficzną.

Mijamy znany nam już krzyż oraz piękny drewniany budynek stojący na zakręcie, z krytym gontem, łamanym polskim dachem. To dom ogrodników klasztornych z XVIII wieku, a później kolejno karczma i poczta. Schodzimy w dół, by pospacerować wzdłuż rzeki, bulwarami im. Wiktora Wołkowa. W lecie pewnie tętnią życiem, my mijamy tylko wędkarzy łowiących okonie spod lodu, najwytrwalszych psiarzy i stado krzyżówek. Staw wraz z kanałem, groblą i systemem spiętrzającym wodę to tzw. supraski system wodny, który stworzyli mnisi prawdopodobnie już w XVII wieku.

Wróćmy jednak do Wołkowa. Wiktor Wołkow był wybitnym fotografem przyrody, który na główny temat swojej twórczości wybrał właśnie Podlasie. Mieszkał w Supraślu, tutaj zmarł  i tutaj, w budynku przy ul. Celiczańskiej 1 mieści się galeria jego imienia, w której można zobaczyć plansze z kilkudziesięcioma jego zdjęciami i obejrzeć filmy jemu poświęcone.


Supraśl pierwotnie rozwijał się jako osada przyklasztorna, ale nowe tchnienie zyskał w początku XIX wieku. Popowstaniowe, niekorzystne cła na wywóz surowców z Królestwa Polskiego do Rosji dały początek rozwojowi przemysłu włókienniczego. Supraśl miał dostęp do rosyjskich rynków zbytu (bo przecież w Rosji leżał) i tu przenieśli się zgierscy i łódzcy fabrykanci - Zachertowie, Buchholtzowie i Jansenowie. 

Gdy córka Karola Scheiblera (tego od mauzoleum na jednym z łódzkich cmentarzy) wychodziła za mąż za Adolfa Buchholtza teść pana młodego obawiając się, że dziecina doświadczy na prowincji wielkich niewygód wymógł na zięciu budowę pałacu na miarę jego córki. Adolf odkupił skromny pałac od Zachertów i znacznie go rozbudował. Pałac Buchholtzów stoi do dziś i obecnie mieści się w nim liceum plastyczne.  Po przeciwnej stronie ulicy, w tzw. Domu Jansena a obecnych budynkach internatu, istniały mieszkania robotników.


Wędrujemy teraz ulicą 3 maja, której niska, drewniana zabudowa także jest pamiątka XIX wiecznej, przemysłowej historii Supraśla. Z obu stron ulicy mieszczą się tzw. domy tkaczy. Ich powstanie , a także stworzenie nowego układu przestrzennego zawdzięcza Supraśl zgierskiemu fabrykantowi - Wilhelmowi Fryderykowi Zachertowi. Prostokątne, drewniane budynki miały służyć za mieszkania robotnikom jego fabryk. Z  inicjatywy Zachertów powstała także szkoła żeńska, w której obecnie mieści się ratusz.

Ślady supraskich fabrykantów możemy znaleźć także na cmentarzach. Na wprost siebie, po obu stronach ul. Białostockiej leżały cmentarze katolicki i prawosławny oraz ewangelicki. Na dawnym cmentarzu ewangelickim znajdują się monumentalne kaplice  Bucholtzów i Zachertów. 

Natomiast obecny cmentarz prawosławny położony jest z drugiej strony miasta za mostem, na niewielkiej górce przy szosie na Krynki. Zwróćcie uwagę na leżący po drugiej stronie pień sosny. Sosny supraskie zwane masztowymi ze względu na strzelistość i wysokość były bardzo cenione przez budowniczych okrętów. 

Przy ul. Nowy Świat leży pień tzw. Świętej Sosny, która rosła w tym miejscu ponad 200 lat. Upadła w 2009 r. Supraślanie uważali, że przynosi szczęście miastu i jej mieszkańcom.


Oprócz prawosławnej cerkwi w Supraślu znajdziemy jeszcze dwie świątynie - dawny kościół ewangelicki i katolicki. Pierwszy został wzniesiony w 1885 r., w czasie wojny działało tu kino. Obecnie jest kościołem katolickim pw. NMP Królowej Polski. O trzydzieści lat starszy kościół katolicki, stojący przy tej samej ulicy i noszący wezwanie Św. Trójcy wyróżnia się wysoką wieżą. 

Supraśl oferuje także coś dla ducha. Tajemniczo brzmiący teatr Wierszalin to podlaski fenomen. Pisałam już o nim we wcześniejszym wpisie.

I jeszcze wspomnieć trzeba o tej potężnej ścianie lasu, która otacza Supraśl niemal z każdej strony. Puszcza Knyszyńska, polska tajga, to ogromny, bardzo ciekawy i bardzo dziki kompleks leśny. Z Supraśla wiedzie kilka przyjemnych szlaków pieszych, Myślę, że powinnam im poświęcić osobny wpis.



Co kupić - pamiątki z Podlasia


W Supraślu na uwagę zasługują dwa miejsca z pamiątkami. Pierwszy z nich to Pijalnia ziół i herbat położona w pawilonie na wprost wejścia do Muzeum Ikon. W pachnącym wnętrzu kupicie herbaty, zioła, przetwory i mieszanki przypraw z Podlasia - regionalne i ekologiczne. Cieszą oko pękate słoje z kompotami, pachnące latem woreczki suszonych owoców i butelki skrywające smakowite wnętrze. Na miejscu można napić się mieszanki herbat. Obok działa także punkt informacji turystycznej.

Drugie miejsce to maleńki sklepik Kopart, który za drewnianymi okiennicami skrywa rękodzieło, oryginalne pamiątki i lokalne wyroby. Dla fanów oryginalnej biżuterii - punkt obowiązkowy! Kopart organizuje także "szwędaczki supraskie", czyli nocne zwiedzanie Supraśla z pochodniami, szlakiem legend, tajemniczych opowieści i mało znanych zakątków. Szalenie żałuję, że podczas naszego pobytu nie zebrała się grupa chętnych na taki spacer, ale wiem, że zgodnie z moim dekalogiem podróżnika, na szwędaczki  do Supraśla wrócę.

Gdzie spać


To miejsce to perełka i chętnie zachowałabym je całe dla siebie, ale za bardzo Was lubię, żeby się nie podzielić ;) Apartamenty pod Wiciokrzewem to dom dobrych ludzi i przemiłych zwierząt. Jest przytulnie, urokliwie, a jakaś cicha ręka dba o każdy detal i każdy szczegół. W ogrodzie ukryte są altanki (już wybrałam, w której zjem śniadanie w ciepłej porze roku), a za oknami kołyszą się sosny Puszczy Knyszyńskiej. Jak posypie śniegiem - czekają na Was biegówki.


Gdzie zjeść?

Tatarynkę poznaliście już przy okazji wpisu o kuchni tatarskiej. Polecam Wam także kultową Jarzębinkę, w której nie mogę się wprost najeść babek, kiszek i kartaczy. Jeden obiad zjadam na miejscu, a z drugim wymykam się w torbie. I tak każdego dnia. W lecie przygotujcie się na kolejkę, w zimie także drzwi się nie zmykają. Tu jest pysznie i autentycznie.

Wieczory natomiast należały do Prowincji. Urocza kawiarnia i restauracja mieści się w budynku Domu Ludowego, właściwie w centrum Supraśla, pomiędzy wieżami dwóch kościołów. Napijecie się tu regionalnego piwa, spróbujecie rozgrzewającej kawy z przyprawami, zjecie podlaskie zaguby lub jakieś ciasto leciutkie jak chmurka.

W Supraślu jest wszystko co lubię w małych miasteczkach - urokliwe zakątki i przemili ludzie, fajny klimat, piękne położenie, uliczki plączące się dokądś i donikąd. Nie macie pomysłu na weekend? To już macie! 

2 komentarze:

  1. I wywolałaš u mnie ślinotok, bynajmniej nie opowiescią o żarle (nie jestem kobietą umiem żyć bez jedzenia... przez pewien czas rzecz jasna) ale tymi supraskimi szwendaczkami, tym muzeum ikon... No odpływ totalny. Już bym tam śmignął.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiosną tam będzie jeszcze piękniej, pakuj plecak i w drogę!

    OdpowiedzUsuń

TOP