09 stycznia

Zima w Gorcach. Na Kudłoń przez Stawieniec


Gdzie jesteś Zimo? Pomyśleć, że równo rok temu hasałam po ośnieżonych Bieszczadach, a teraz mierzę się z listopadem za oknem! Tęsknię za śniegiem i mrozem, ale w Krakowie na razie nie ma na nie szans. Gdzie szukać zimy? Najpewniej tylko w górach. Na jednodniowy zimowy wypad wybrałam Gorce, bo blisko, ładnie i przyjemnie, a nawet jeśli warunki będą nieciekawe - piękne panoramy zrekompensują niedogodności. Do końca nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo prognozy jednomyślnie wskazywały plusowe temperatury i odwilż, ale udało się! Zima w Gorcach czekała na odkrycie!


Lubomierz Przysłop - Dolina Kamienicy - Polana Stawiska - Gorc Troszacki - Kudłoń - Kudłoński Baca - Lubomierz


Wysiadamy na przełęczy Przysłop. Musimy pokonać jeszcze kilkaset metrów w dół po asfalcie, aż do pojawienia się niebieskich znaków. Z głównej drogi skręcamy do przysiółka Rzeki i rozpoczynamy właściwą wędrówkę. Od początku towarzyszy nam potok Kamienica Gorczańska, którego doliną wiedzie pierwsza część naszej trasy. To najdzikszy i chyba najpiękniejszy potok w Gorcach, tworzący liczne kaskady, a nawet wodospad! 



Szlak do bramy Gorczańskiego Parku Narodowego prowadzi po asfalcie, jest mocno oblodzony i bardzo śliski. No to mamy już namiastkę prawdziwie zimowych warunków.
Przekraczamy bramę do parku narodowego i zanurzamy się w zimowej bajce, trochę już przebrzmiałej i niepierwszej świeżości, ale śnieg jeszcze pokrywa ziemię grubą warstwą, a lód skuł co spokojniejsze miejsca w potoku Kamienica. W powietrzu czuć odwilż, napotkany kos coś sobie nawet nieśmiało podśpiewuje, ale krajobraz jest nadal zimowy. Wędrujemy szeroką drogą, łagodnie w górę i bez zmęczenia powoli nabieramy wysokości. 
 
Docieramy do Papieżówki - schronu górskiego, w którym przez dwa tygodnie w 1976 r. mieszkał incognito kardynał krakowski Karol Wojtyła. Obecnie obok szałasu postawiono kamień pamiątkowy i tablice informacyjne. Chwilę odpoczywamy, odprowadzani zaciekawionymi spojrzeniami żerujących sosnówek i kowalików.


Niebieskie znaki porzucamy kilkadziesiąt minut później, po przekroczeniu potoku Stawieniec. Wchodzimy na szlak zielony, wiodący przez polanę Stawieniec na Kudłoń. Tu już nie jest tak przyjemnie jak na niebieskim szlaku. Śnieg jest zbity i mokry a podejście dość męczące. Na polanie Stawieniec wita nas prawdziwa zima! Momentami zapadamy się w śniegu po kolana i błogosławimy nasze stuptuty. Odpoczywamy w słońcu i podziwiamy panoramę na Gorc i Jaworzynę. W końcu ruszamy w dalszą drogę, przez umarły świerkowy las. 





Za nami, jeszcze nieśmiało, wyłania się koronka Tatr na horyzoncie. Gdy wreszcie docieramy do żółtego szlaku Kudłoń - Gorc Troszacki możemy podziwiać panoramę w całej okazałości. Sine szczyty gór wyłaniają się ponad złotą taflę chmur. Dla kontrastu niebo za nami przybiera groźne fioletowo - granatowe barwy. Na pewno myli się ten, kto uważa, że zima ma tylko dwa kolory. 



Chwilę zastanawiamy się nad wyborem dalszej drogi. Możemy wracać przez Gorc Troszacki do Lubomierza - Rzek, ale ja wybitnie nie lubię tego fragmentu żółtego szlaku. Dlatego decydujemy się ruszyć na Kudłoń i wrócić czarnym szlakiem do centrum Lubomierza. Nieskończenie długi czas sycimy oczy panoramą gór, a potem skręcamy w las. Kudłoń, czwarta góra Gorców,  to szczyt mocno zalesiony i nie oferuje nam żadnym spektakularnych widoków. Czarny szlak jest słabo przetarty i czasem toniemy w śniegu aż po kolana, ale po to tu dziś przyszliśmy, więc nie marudzimy! Odpoczywamy jeszcze na Polanie Kudłoń, a potem wyruszamy ostro w dół. Polana Kudłoń, intensywnie wypasana od XIV wieku, obecnie stopniowo zarasta, choć nadal jest rajem dla botaników i miejscem kwitnienia bardzo rzadkich roślin (m.in storczyków). Ptasiarze pewnie mogliby wypatrzyć tu jarząbki żerujące w borówczyskach. My mamy przed sobą tylko białe połacie śniegu utopione w ciszy.

Na moment zatrzymuje nas jeszcze Kudłoński Baca. To ciekawa formacja skalna, która według legendy powstała, gdy przebrała się miarka w niegodziwościach jednego z baców wypasających owce na stokach Kudłonia. Chciwiec i okrutnik został zamieniony w największy w Gorcach ostaniec skalny.



Do polany Kosarzysko towarzyszy nam zima, a za nią śnieg znika i wchodzimy w prawdziwie wiosenny krajobraz. Zamiast śniegu do butów lepi się tłuste błoto. Szlak dodatkowo mocno ucierpiał przez zrywkę. Powietrze pachnie wiosną. Tym razem sycimy oczy widokami Beskidu Wyspowego i Królewskiej Góry. Bardzo lubię ten fragment szlaku, biegnący przez pola i łąki, wzdłuż potoku Rosocha (z przekroczeniem którego tym razem mieliśmy niemały kłopot). Wycieczkę kończymy w Lubomierzu, pod drewnianym kościołem pw. św. Józefa Oblubieńca.



Gorce nie zawodzą, to góry na każdą porę roku. Jeśli chcecie poznać inne gorczańskie szlaki, zajrzyjcie tutaj. A ja czekam na śnieg!


1 komentarz:

  1. Wynagrodził wam Gorc zawziętość pięknym widokiem na Tatry. Fajny wypad, sam miłośnikiem stubtutów nie jestem (nie wiem czemu, po prostu jakoś tak) ale w takich warunkach, pewnie błogosławił bym ich posiadanie.

    OdpowiedzUsuń

TOP