14 listopada

Skanseny. Polska południowa


Skanseny (albo ściślej parki etnograficzne, bo tylko o takich dzisiaj piszę) lubię pasjami - zajrzyjcie do mojej Bucket List, kiedyś zobaczę je wszystkie ;). Ciągnie mnie do każdej starej chałupy i za każdy drewniany płot. Jeśli tylko gdzieś natrafię na skansen, na pewno go odwiedzę. Przyznam się, że osiągnęłam już pewną biegłość w szukaniu różnic w konstrukcji, detalach architektonicznych i lokalnych tradycjach. Ale nie o to chodzi. Lubię niepowtarzalny zapach drewna, ciemne izby i białe piece, malwy zaglądające w okna i mazurki budujące gniazda w strzechach. Może to taka tęsknota za Rajem, który rajem na pewno nie był?


Dlatego dzisiejszym wpisie nie dowiecie się niczego na temat konstrukcji sumikowo - łątkowej, techniki bielenia ścian, ilości obiektów i powierzchni każdego skansenu. To wpis niepraktyczny do cna.  Przez chwilę miałam nawet plan wypisania moich subiektywnych ocen każdego skansenu i stworzenia rankingu, ale poległam po pierwszych dwóch. Chciałam Wam opowiedzieć jedynie o moich wrażeniach, wspomnieniach, przywleczonych historiach.


1. Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie



Niedzielny poranek. Wracaliśmy z Poleskiego Parku Narodowego i postanowiliśmy jeszcze coś po drodze zobaczyć. Byliśmy pierwszymi i przez dłuższy czas jedynymi zwiedzającymi i może dlatego tak mocno utkwiło mi w pamięci poczucie prawdziwego przeniesienia się w czasie. Między chałupami pasły się zwierzęta, kurki gdakały, pszczoły buczały. No prawdziwa, wiosenna sielanka! A gdy dotarliśmy do sektora Powiśla, gdy zobaczyłam chałupy przeglądające się w rzece, rozpięte rybackie sieci suszące się na kołkach, musiałam usiąść między nimi, chmury liczyć i bąki zbijać. Dodam, że przegryzając wybitne pierożki z soczewicą, zakupione na terenie skansenu.

 2. Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku 




Oczywiście, że wolałabym oglądać drewniane cerkwiewki i łemkowskie chyże zagubione gdzieś w krajobrazie Bieszczad i Beskidu Niskiego, na miejscach, w których wyrosły, ale ten świat nagle się skończył i pozostało tylko ratować to, co zostało do ratowania. Dlatego skansen w Sanoku pełni tak ważną  rolę, chroni dziedzictwo pogranicza, tę "Polskę egzotyczną". To tu po raz pierwszy w życiu widziałam, ikonostas, chyżę i cebulę cerkwi, jeszcze zanim wyruszyłam na włóczęgę po zagubionych szlakach i opuszczonych wsiach.

3. Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej



Do Kolbuszowej przybyłam w poszukiwaniu zimowych kadrów. Marzyły mi się chaty w śniegu, niestety, odwilż była szybsza i znalazłam dużo błota. Skansen, ku mojej radości nic na tym nie stracił. Przekonałam się (choć podejrzewałam to od zawsze), że w skansenie nie ma czegoś takiego jak "po sezonie".

 4. Sądecki Park Etnograficzny w Nowym Sączu 



A tu zacznę od historii z dreszczykiem! Jeden z obiektów na terenie skansenu, chałupa z Wierchomli uchodzi za nawiedzoną. W nocy nieczyste siły bałaganią we wnętrzu, a na progu domostwa ukazuje się skulona postać. Podobno nieszczęśliwie zakochany parobek odebrał sobie tu życie. A to jeszcze nie koniec! Nawiedzony jest także dwór z Rdzawy. Wisi nad nim klątwa, dlatego należy wychodzić z niego tyłem.
W nowosądeckim skansenie po raz pierwszy widziałam odtworzone miasteczko galicyjskie, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

5. Skansen Wsi Pogórzańskiej w Szymbarku




Boże Ciało.  Na drogach procesje, przed kościołami tłumy. Mieliśmy trudność z przejazdem, więc zatrzymaliśmy się w Szymbarku. I mieliśmy szczęście - dzięki temu, że na terenie skansenu znajdował się jeden z ołtarzy, obiekt był otwarty. Trawa pokryta była płatkami kwiatów, trochę z kwitnących drzew, a trochę z koszyczków dziewcząt. Wokół cicho, pusto, przygląda nam się tylko spiżowy prof. Reinfuss i chaty malowane w białe ciapy, jakby miały ospę.

6. Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni


To chyba pierwszy park etnograficzny, który zwiedzałam z jakąś świadomością. Tucze mi się po głowie wspomnienie wycieczki szkolnej, a później wakacyjne zwiedzanie z rodzicami. Tokarnię odwiedzam często i chętnie, bo wyobrażam sobie, że tak wyglądały kiedyś tak dobrze mi znane ukochane świętokrzyskie wsie i miasteczka. W dodatku dwa obiekty stojące na terenie skansenu zostały przeniesione z moich rodzinnych stron! 

7. Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej



Jeżdżąc po Orawie zajrzeliśmy do skansenu w Zubrzycy Górnej. Chciałabym zacząć od gorących placków pieczonych na blasze, sowicie polanych masłem i gorącej herbaty ziołowej serwowanych w tutejszej karczmie, ale w obliczu cennych obiektów jakie przechowuje skansen - wprost nie godzi się. Mimo kapiącego za kołnierze deszczu zwiedziliśmy potężny sektor przemysłowy, dwór Moniaków i niepowtarzalne chaty z wyżką, niespotykane nigdzie indziej na terenie Polski. 


8. Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie



Nie pluć na podłogę! Napis pochodzi z urzekającego XVII - wiecznego kościoła z Ryczowa będącego jednym z najcenniejszych obiektów w skansenie. Równie ciekawy jest dwór z Drogini, w którym eksponowane są fantastyczne wnętrza.
Ale najważniejsze - skansen pokazuje kulturę Krakowiaków Zachodnich, tych od hardej duszy i stroju krakowskiego, z którymi mam do czynienia prawie codziennie ;)

9. Skansen w Dobczycach




Mój czworonożny Przyjaciel rzadko jeździ na wycieczki, ale tym razem towarzyszył mi w ptaszeniu na Jeziorze Dobczyckim. I dzięki uprzejmości obsługi i swoim maślanym oczkom mógł zwiedzić ze mną dobczycki skansen. To dosłownie kilka obiektów ładnie wkomponowanych w krajobraz, położonych między ruinami zamku a białą bryłą kościoła. Urzekła mnie niewielka, ale ciekawa kolekcja powozów z bardzo mrocznym karawanem na czele.

10. Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie



Tu przeżyłam mały szok poznawczy, bo chyba wydawało mi się, że Górny Śląsk to od samego Stworzenia Świata były szyby kopalniane i familoki, a nie drewniane chaty, ziołowe ogródki i drewniane gołębniki.
Muszę wspomnieć także o ciekawskich zwierzętach, jakie towarzyszyły nam podczas zwiedzania. Szczególnie upodobały sobie nas konie, które spragnione pieszczot wpychały łby do naszych talerzy z panczkrautem i śląską roladą.

Październik. Ogromne dynie opierały się o płoty, a żółte liście tworzyły gruby, jaskrawy dywan. Zagroda w Pszczynie jest niewielka i pewnie można ją obejść w kilkadziesiąt minut, mnie jednak zatrzymała jesień i owieczki buszujące w liściach.

Dożywotnio będę chwalić pracowników tego skansenu za postawę wobec turystów. Nigdy i nigdzie nie zostałam tak mocna zaangażowana w zwiedzanie jak w Opolu. Dowiedziałam się masy rzeczy, wszystkiego dotknęłam, wszystkiego spróbowałam, usłyszałam milion historii i ciekawostek i nawet klęczałam na grochu! W każdym obiekcie czekał na nas pracownik ze swoją historią do opowiedzenia. W konsekwencji prawie nie zrobiłam zdjęć, cały czas miałam czymś zajęte ręce ;)

13. Muzeum Kultury Ludowej Pogórza Sudeckiego w Kudowie - Pstrążnej


Może to najbardziej malowniczo położony skansen w Polsce? Ma niepowtarzalny urok, jakąś atmosferę tajemnicy, jak wszystko w Sudetach (przynajmniej okiem takiego sudeckiego laika jak ja). Chałupy wspinają się po łagodnym wzgórzu coraz wyżej i wyżej, a niepowtarzalne dzwonnice alarmowe szarpią najniższe chmury. Kiedyś ostrzegały mieszkańców przed burzami, zawiadamiały płanetników o nadciągającym niebezpieczeństwie  i były głosami wsi, w której stały. Tuż przy skansenie znajduje się nawiedzona kapliczka. Czy może być bardziej sudecko?


Mam nadzieję, że niedługo uzupełnię wpis o te kilka brakujących skansenów na południu Polski i pomyślę o kolejnym zestawieniu.

1 komentarz:

  1. Pięknie.
    I choć osobiście w skansenach nie gustuję (dziwna perwersja jak na szowinistę lokalnego) to urzekł mnie twój opis.
    Większość urządzeń i przedmiotów które tam są pokazywane mialem okazję używać gdy były jeszcze normą w obejściach (choć cepy to już na zasadzie "pokażemy mlodym jak się kiedyś młóciło, niech se łby potłuko to zobaczo jak to jest"). A chatki, szopy, osęki czy płoty ze sztachetami to wciąż jeszcze spotykam podczas pogórzańskich i beskidzkich rajdów, więc nie tęsknię.

    OdpowiedzUsuń

TOP