15.5.17

Jedziemy na Pałuki! Żnińska Kolej Powiatowa


Pałuki to niewielka kraina, malowniczo rozciągnięta pomiędzy Wielkopolską, Kujawami i Krajną. Podobno gdy Bóg stwarzał świat, wysłał na ziemię swoich aniołów, by upiększyli jego dzieło. Jeden z boskich wysłanników zgubił nad dzisiejszymi Pałukami swój naszyjnik. Paciorki rozsypały się po całej krainie i tak powstały pałuckie jeziora (a jest ich to 130). Anioł dołożył od siebie jeszcze łąki, lasy, pagóry i bagna i tak powstała ta urokliwa kraina. W weekend majowy odwiedziliśmy tylko niewielki, wschodni fragment Pałuk, a zwiedzanie ułatwiła nam Żnińska Kolej Powiatowa, czyli wąskotorówka kursująca w sezonie turystycznym na trasie Żnin - Gąsawa.



Kolej wąskotorowa na Pałukach (o rozstawie torów 600 mm) pojawiła się u schyłku XIX stulecia. Służyła do przewozu towarów m.in. do portu w Ostrówcach. Regularnie kursowała aż do l. 60 XX wieku. Na szczęście nie podzieliła losu większości wąskotorówek, nie zlikwidowano całej infrastruktury, dzięki czemu było możliwe zaadaptowanie trasy do potrzeb ruchu turystycznego. I tak dziś można zobaczyć powiat żniński z wagonika, odwiedzając cztery kolejne stacje: Żnin, Wenecję, Biskupin i Gąsawę.


Stacją początkową jest Żnin. Niewielkie miasto powiatowe o starym rodowodzie jest jedną z nieoficjalnych stolic Pałuk (obok Kcyni i Szubina). Lezy nad dwoma paciorkami z anielskiego naszyjnika - Jeziorem Dużym Żnińskim i Jeziorem Małym Żnińskim. To właśnie nad to drugie kierujemy swoje kroki po przybyciu do miasta. Teren wokół jeziora jest zagospodarowany - w wodę wchodzą pomosty, które dziś okupują wędkarze (wszak zaczął się sezon na szczupaki). W trzcinach słychać brzęczkę i buczenie bąka. Znad jeziora kierujemy swoje kroki na plac Wolności, najważniejszy plac w mieście. 



To na nim znajduje się średniowieczna wieża - symbol miasta. Jej powstanie jest rezultatem pożaru, który strawił żniński ratusz. Rajcy uznali, że najważniejsze dla miasta dokumenty należy trzymać w trwalszej budowli i w poł. XV wieku wzniesiono ceglaną ratuszową wieżę. Budowla ucierpiała podczas potopu szwedzkiego, a potem w pożarze w k. XVII wieku, ale generalnie prawie niezmieniona dotrwała do naszych czasów. Obecnie w wieży znalazło siedzibę Muzeum Ziemi Pałuckiej. Placówka zajmuje też jedną z kamienic przy pl. Wolności, tzw. Magistrat. Wewnątrz można obejrzeć wystawy archeologiczne, historyczne i etnograficzne.
Wędrujemy ul. 700 - lecia i po kilkuset metrach natrafiamy na wąskie tory przecinające asfalt. Jesteśmy blisko celu.

Przy ul. Potockiego 4 stoi na stacji lokomotywa. Pierwsi podróżni zajmują już miejsca w kolorowych wagonikach. Punktualnie o 10.00 kolejka rusza ze stacji.


Zajęliśmy miejsce w odkrytym wagonie (jako nieliczni, albo jedyni) i trochę marzniemy, choć przy ok. 12 km/h nie czujemy wiatru we włosach ;) Mamy za to okazję do niczym niezakłóconego podziwiania krajobrazu Pałuk. I widzimy wzgórza, te łuki wymierzone w niebo, od których Pałuki miałyby wziąć swoją nazwę.


Pierwsza stacja to Wenecja. Z włoskim miastem pałucką wieś łączy nazwa pochodząca od Wenetów oraz malownicze położenie nad wodą. Naszą Wenecję okalają wody trzech jezior: Weneckiego, Biskupińskiego i Skrzynka. Kolejka zatrzymuje się tuż obok dwóch najważniejszych miejsc we wsi: ruin XIV - wiecznego zamku oraz Muzeum Kolei Wąskotorowej.


Zamek powstał z inicjatywy Mikołaja Nałęcza, który u sobie współczesnych zyskał miano Diabła Weneckiego. Pan na Wenecji jak chce legenda i zakończył żywot za sprawą pomsty Niebios - w huku grzmotów zamek runął grzebiąc w ruinach swego właściciela. W rzeczywistości zamek częściowo rozebrano w XVI wieku. Do naszych czasów zachowały się jedynie fragmenty murów i dziedziniec. A sam Diabeł Wenecki? Cóż, z przeciwnikami politycznymi się nie patyczkował, stąd jego okrutna sława.

Po przekroczeniu bramy Muzeum Kolej Wąskotorowej wita nas popiersie Leona Lichocińskiego, wieloletniego, legendarnego przewodnika po muzeum. Wyróżniały go dwie rzeczy - żywa gwara pałucka, której używał podczas oprowadzania oraz...uszy, przez niektórych uważane za największe w Polsce (p. Leon podobno skromnie sam siebie plasował dopiero na trzecim miejscu). Umarł spokojnie, czekając na kolejnych turystów. Uwaga dla Pań - uważajcie na spiżowe uszy, jeśli nie chcecie szybko wychodzić za mąż - dotknięcie ich skutkuje szybkim zamążpójściem!


Na terenie skansenu znajdują się rozmaite parowozy (niektóre to prawdziwe unikaty) i całe składy wąskotorówek, a także ciekawe eksponaty uzupełniające ekspozycję - budka dróżnika, hydrant i niewielka obrotnica. Można także odpocząć w klimatycznej poczekalni.



Jedziemy dalej. Po lewej stronie rozciągają się wody Jeziora Biskupińskiego, a na jego brzegu majaczy drewniana budowla dobrze znana z podręczników do historii. To kolejna stacja - Biskupin. O skansenie archeologicznym pisałam Wam w poprzednim wpisie.


Ostatnim miejscem, do którego dojeżdża wąskotorówka jest niewielka Gąsawa. Miejsce jest znane miłośnikom historii Polski z zabójstwa księcia Leszka Białego w 1227 r. Do najciekawszych zabytków wsi należy drewniany kościół pw. św. Mikołaja pochodzący z I poł. XVII wieku.


Informacje praktyczne:

W sezonie turystycznym kolejka kursuje 4-6 razy dziennie (dokładny rozkład jazdy tutaj). Wykupienie biletu całodziennego (ok. 20 zł) pozwala na dowolne przesiadanie się i podróżowanie każdym kursem w danym dniu. Czas przejazdu ze Żnina do Gąsawy to nieco ponad godzina.

2 komentarze:

  1. Faaaaajne!
    Też bym tak potoczył się po torach.
    Te uszy to chyba największe były pod Ełkiem, bo Zembaty śpiewał "a uszy miał przerażające, monstrualne, przedziwne uszy miał, uszami mógł by gdyby chciał..." ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Pałukach rzadko bywam. Żnin poznałem dopiero trzy lata temu. Jestem ciekaw jak Pałuki wyglądają poza najpopuilarniejszą trasą turystyczną...

    OdpowiedzUsuń

TOP