14.3.17

Bałtyk poza sezonem. Migawki z Helu




Chyba po raz pierwszy w życiu aż tak mocno doświadczyłam co znaczy "poza sezonem". Często za cel wiosennych i jesiennych wyjazdów wybieram destynacje, które oblężenie przeżywają w lecie, ale dopiero w te marcowe dni nad Bałtykiem uświadomiłam sobie, jak to jest być chyba jedynym obcym w mieście. W Helu byłam poprzednio u progu lata, teraz, w przedwiośniu miejscowość była tak odmieniona, iż miałam wrażenie, że odwiedzam ją pierwszy raz.
Z pociągu wysiedliśmy tylko my i kilkoro uczniów. Od razu skierowaliśmy się na ulicę Wiejską, która stanowi centrum życia Helu. Nie tym razem. Główna ulica miasta była prawie wymarła. Zobaczyliśmy zamknięte na głucho knajpki i pensjonaty, kołyszące się szyldy z lodami i goframi i czekające na lato pamiątki kurzące się na wystawach sklepów. 




Skierowaliśmy się na plażę. Nie było wiatru i morze przybrało barwę rtęci. Pusta plaża bez parawanów - marzenie! Ba! Nawet spacerujących można było policzyć na palcach jednej ręki. Na wydmach Cypla Helskiego ganiały się zające, a plaże przejęły w posiadanie mewy siwe i srebrzyste.




Gwarniej było w porcie. Kutry jeden po drugim wracały z połowu, cumowały przy nabrzeżu. Natychmiast podjeżdżały tiry i cały rybny ładunek lądował na przyczepie. Nieustannie towarzyszyły nam miauczące wołania lodówek - morskich kaczek, których głos godowy przypomina mi odgłos gumowej kaczuszki do kąpieli. Między kutrami uganiały się z głośnym krzykiem śmieszki, a na wodach Małego Morza nurkowały szlachary i edredony.

 



Drugiego dnia wybraliśmy się plażą na Górę Szwedów. Woda znów była spokojna, mleczna i ciężko było odróżnić, gdzie zaczyna się niebo i kończy się morze. Ptaki pływające wydawały się zawieszone bez ruchu w powietrzu. Na plaży leżały kawałki drewna znaczące swą obecnością zasięg jesiennych sztormów. Szliśmy, szliśmy bez końca w tej ciszy, pustce, tak prawdziwie odpoczywając.



Dopiero pod wieczór wyszło słońce i morze na kilka chwil odzyskało kolory. Promienie słońca bujały się na masztach i chwytały ptasich skrzydeł. I bez tego słońca byłam zauroczona, zakochana, już tęskniąca. Bałtyk - tylko po sezonie.







5 komentarzy:

  1. Piękne miejsca, piękni Wy (na pomoscie te przytulone cienie - świetny pomysł) ... doprawdy nie w sezonie może być fajnie nawet na Helu... ja w sezonie musiałem kryć się w bunkrach i schronach bo mój poziom irytacji człowiekowatymi zaczynał dobijać do czerwonej kreski z napisem niekontrolowany wybuch agreski z podłożem androfobicznym ;)... na szczęście tam jest dużo schronów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Miałam podobnie. Już na pewno nigdy nie pojadę nad Bałtyk w lecie, choć to jedyna pora, w której jestem w stanie zanurzyć się w morzu. A z cieniami jakoś samo wyszło, raczej się o kadr kłóciliśmy ;)

      Usuń
  2. Też lubię właśnie takie plaże, takie morze. Zdecydowanie - puste, dzikie i spokojne zarazem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem tylko raz nad Bałtykiem na wiosnę, na początku kwietnia. Fajnie oglądać plażę, po których nie przewalają się tłumy, ale trochę zbyt zimno było :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogody się właśnie obawiałam, szczególnie wiatru - ale choć nie było słonecznie nie było zimno

      Usuń

TOP