2.2.17

Co najbardziej lubię w podróżowaniu? Trzy powody z pobocza drogi


Lubię podróżować. To oczywiste stwierdzenie, gdy prowadzi się bloga o takiej tematyce. Można tu godzinami mówić o pasji, sposobie na życie, hobby, odskoczni od szarej rzeczywistości. Dlaczego lubię podróżować to pytanie raczej z tych głupich, bo przyczyn jest wiele, a niektóre ciężko zwerbalizować.  Lubię poznawać ludzi, przybywać do miejsc, których nie znam i wracać do tych dobrze mi znanych. Lubię się uczyć nowych rzeczy. Ale są trzy rzeczy, może mniej oczywiste, prze które podróżowanie zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu.


1. Oswajanie przestrzeni



Przyjeżdżam w kompletnie nieznane mi miejsce. Znam adres mojego miejsca noclegowego, wcześniej popatrzyłam na mapę, wiem mniej więcej jak się tam dostać. Wysiadam na nieznanym dworcu, za znakami idę do ulicy, której nazwa coś mi mówi. Wędruję ulicami, przyglądam się otoczeniu. Docieram do miejsca noclegowego. I teraz zaczyna się oswajanie przestrzeni. Proces zachodzi samoistnie, po prostu wędrując po okolicy nieznane ulice, szlaki stają się moje. Znam skróty, mam swoje ulubione miejsca. Nic nie mówiące nazwy stają się bliskie. Wyjeżdżam z miejsca, z którym zdążyłam się zaprzyjaźnić. Już nigdy słowa Szamotuły, Piotrkowska, Góra Cisowa nie będą dla mnie tylko nazwami.


2. Kilometry uciekające spod butów



Nic nie daje mi takiego poczucia wolności jak piesza wędrówka. I nie chodzi tu o widoki, poczucie nieograniczonej przestrzeni (co odczuwam szczególnie mocno w Bieszczadach).  Dla mnie sama wędrówka to chyba coś na kształt medytacji. Lubię pokonywać kolejne kilometry, lubię to przejście poza granicę zmęczenia, gdy po prostu się idzie, nie myśląc o bólu, w ciszy, słysząc tylko własne myśli. Lubię wędrować poboczem drogi, mijać wsie i pola, lubię po prostu iść przed siebie. Wędrówka to moja mantra i moja modlitwa.


3. Dworce i pociągi


Jak wiecie rzadko podróżuję samochodem, choć czasem mi się zdarza. Dlaczego? O niektórych przyczynach dowiecie się z Dekalogu Podróżnika. Niewymienioną jest fakt, że szalenie lubię dworce. Dopiero w huku dworca czuję, że jestem w podróży. Zawsze przychodzę wcześniej. Obserwuję pasażerów, patrzę dokąd odjeżdżają pociągi i autobusy. Widzę te dziesiątki, setki możliwych dróg i chcę wyjechać. Wreszcie - uwielbiam pociągi. Mogę nimi jeździć godzinami i patrzeć na nie bez końca. W alternatywnej rzeczywistości mogę być konduktorem albo maszynistą.

Podzielicie się swoimi przemyśleniami? Za co lubicie podróże? Jaka podróż jest najlepsza?

11 komentarzy:

  1. Nie dotykaj tych pokręteł!!! Celowo są w takim miejscu żeby nie ruszać ich przypadkowo! Do manipulacji jest pokrętło z lewej strony przy podłodze (gaz) i dźwignia z prawej (hamulec). ;)

    Też pieszo, też pociągi, też medytacja w marszu, też oswajanie miejsca... Może jesteś moim damskim alterego z przypadkowo połączonego wszechświata równoległego?! ;)

    Dodaj do tego u mnie niewyżycie mentorskie... musiałem przerwać studia na WSP i nie zostałem nauczycielem, pewnie jakaś cząstka powołania we mnie została... I dlatego lubię się sam uczyć by potem innych torturować tejże wiedzy podażą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, ale jedno przemawia przeciw - nie lubię i nie umiem uczyć. Nie mam zacięcia nauczycielskiego, aż mnie ciarki przechodzą gdy myślę o uczeniu innych.
      Takie fajne pokrętła i dotykać nie można?

      Usuń
    2. Teoria wszechświatów równoległych zakłada fluktuacje co z pewnością mogło się odbić na pewnym zróżnicowaniu ;)

      Maszyniści bywają strasznie zazdrośni o swoje maszyny ;) mam w pracy kilku byłych (świetnie radzą sobie z obsługą turbin energetycznych) to znam ich mentalność ;)

      Usuń
  2. Co do punktu nr 3 to masz jakiś swój ulubiony dworzec? Czy wszystkie darzysz takim samym sentymentem? Ja zdecydowanie wolę te starsze, najlepiej z XIX wieku. W przeciwieństwie do tych nowoczesnych, tamte mają duszę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, te mniejsze są piękniejsze, ale dworce lubię nie tylko za architekturę, przede wszystkim za rytm, pociągi wjeżdżające na perony. Na te małe dworce już niestety mało co wjeżdża

      Usuń
    2. Skoro tak lubicie dworce, znacie "Rozmyślania na dworcu" Jonasza Kofty? Chciałem zalinkować jakieś fajne wykonanie, ale na YT tylko dwa i to ... marne.

      Ps polecam http://kolejegalicyjskie.pl/
      Masa małych ciekawych podgórskich lub beskidzkich dworców...

      Usuń
  3. Za tak wiele lubię podóże, że chyba sama też o tym napiszę :D Za ludzi, wspomnienia, za wolność, którą wtedy czuję. Za poznanie nowości i zmianę perspektywy. Za to zmęczenie, które mnie dopada, ale jak wracam to szybko o nim zapominam :) Podpisuję się również pod wszystkim o czym napisałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w podróży zmęczenie inaczej smakuje i daje dużo satysfakcji

      Usuń
  4. Oswajanie przestrzeni - o tak! Są takie miejsca, w których po pewnym czasie czułam się jak w domu. I wiem, że gdybym do nich wróciła, to tak jakbym wróciła do domu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ucieczka od codzienności i problemów - to główny powód tego, dlaczego uwielbiam wszystkie podróże. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zdecydowanie lubię stronę kulinarną podróżowania! Próbowanie nowych dań, szczególnie deserów ;-). Nie wyobrażam sobie powrotu z wyprawy bez lokalnych smakołyków, które potem zajadam u siebie ;-). Pozdrowienia z Monako!

    OdpowiedzUsuń

TOP