11.1.17

Bieszczady zimą. Opowieść o mrozie i śniegu

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą marzyły mi się od dawna. Połoniny ze śniegiem i oszroniony krzyż na Tarnicy. A prognozy były liche - odwilż, mało śniegu...W duchu modliłam się o prawdziwą zimę. Gdybym wiedziała, że w tamtym momencie mam takie chody gdzieś tam wyżej, prosiłabym o coś innego...
W Bieszczadach zaczęło sypać gdzieś w okolicach Nowego Roku i nie przestawało. W przeddzień wyjazdu do opadów dołączył potężny wiatr. Zbliżała się też fala mrozów, która miała osiągną nawet - 25 C.

Dzień przed wyjazdem zaczęłam się łamać i nerwowo sprawdzać pogody. Jechać czy nie jechać? Oto jest pytanie! W końcu się zdecydowaliśmy. Najwyżej spędzimy trzy dni przy grzanym winie i kominku. I tak zaczęła się nasza zimowa epopeja. 

Wyjechaliśmy z Krakowa wczesnym rankiem, oczywiście w śnieżycy. Autostrada była biała. Z niepokojem myślałam o bieszczadzkich drogach. Do Rzeszowa przyjechaliśmy planowo, a potem zaczęliśmy łapać opóźnienie. Na przesiadkę w Ustrzykach Dolnych mieliśmy ponad godzinę, a tu czas zaczął się kurczyć w zastraszającym tempie. Na szczęście zdążyliśmy, i nawet zdążyliśmy jeszcze zmarznąć na przystanku. Przez zamrożone okno autobusu widzieliśmy drzewa przykryte czapami śniegu i białe drogi. 

Bieszczady zimą

Do Ustrzyk Górnych dotarliśmy późnym popołudniem. Wieczór spędziliśmy w Zajeździe pod Caryńską przy plackach ziemniaczanych, grzanym winie i kreśleniu planów na kolejne dni.

Dzień pierwszy. Na Połoninę Caryńską


Śnieg przestał sypać w nocy. Powitał nas słoneczny i baardzo mroźny poranek. Wyruszyliśmy na mały rekonesans, zobaczyć jak wyglądają szlaki. Czerwony na Połoninę Caryńską był przetarty i wyglądał dość zachęcająco. Postanowiliśmy nim wyruszyć z myślą, że dojdziemy dokąd będzie to możliwe. 

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą
Wędrowaliśmy wąskim tunelem w śniegu, sięgającym za kolano. Weszliśmy między buki. Gałęzie okrywała czapa śniegu. Prawdziwa zimowa bajka. Im wyżej, tym silniejszy był wiatr, a pnie i konary okrywała szadź. Dotarliśmy do stromego podejścia pod pierwszym wierzchołkiem Caryńskiej. Tu spotkaliśmy schodzącą z góry grupę, która poinformowała nas, że wejście na szczyt jest niemożliwe- wieje zbyt mocno. Rzeczywiście, gdy tylko weszliśmy na odkryty teren wiatr był niemożliwy do zniesienia. Mimo słonecznego dnia, widoczność spadła do kilkunastu metrów. 

Bieszczady zimą
Szlak w tym miejscu nie był już przetarty, śnieg sięgał do połowy uda. Zdecydowaliśmy o odwrocie. Schodziło się bajecznie, można było wylądować bez bólu w miękkim śniegu albo zjechać na tym i owym ;)
Bieszczady zimą

Wieczór upłynął nam podobnie do poprzedniego, tym razem nad pierogami z patelni i regionalnym piwem Ursa Maior.

Dzień drugi. Na Tarnicę


Kolejny dzień był jeszcze bardziej słoneczny i jeszcze bardziej mroźny. Podobnie jak poprzedniego dnia stwierdziliśmy, że będziemy szli dopóki damy radę. A że widoczność była bajkowa wybraliśmy spacer drogą do Wołosatego. Za nami wznosiły się Połoniny Caryńska i Wetlińska, a obok górował masyw Szerokiego Wierchu. 

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą
Marsz nas rozgrzał, ale 6 km po śniegu i lodzie dało w kość i do Wołosatego przybyliśmy już nieco zmęczeni. Postanowiliśmy mimo to zmierzyć się z Tarnicą. Pierwszy odcinek szlaku był koszmarny. Na otwartej przestrzeni szalał wiatr i uderzał kryształkami lodu w każde nieosłonięte miejsce. Zimno było nawet w białka oczu. 

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą
Ale gdy weszliśmy między drzewa, zanurzyliśmy się w cichej, śnieżnej bajce. las wydawał się martwy, spotkaliśmy tylko jedną, niepłochliwą sójkę. Im wyżej, tym gorzej. Wzmagał się wiatr i zgodnie z przewidywaniami na otwartej przestrzeni uderzył z całą siłą. Z największym trudem dowlekliśmy się na Siodło. Widoczność była boska, ale co z tego skoro nie byliśmy w stanie wyjąć aparatu? Zdobywanie Tarnicy przezornie sobie odpuściliśmy, choć kusił oszroniony krzyż widoczny jak na dłoni.

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą

Do Ustrzyk Górnych wróciliśmy tą samą drogą, zachwyceni widokiem białych połonin. Nie zgadniecie, gdzie spędziliśmy wieczór ;)

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą

I to już koniec naszej zimowej, bieszczadzkiej przygody. Z ręką na sercu przyznam, że takiej mroźnej, śnieżnej i wietrznej zimy jeszcze nie przeżyłam. Zima nie musi być straszna, wystarczy tylko wyjść z domu :)


19 komentarzy:

  1. Świetne są te zimowe bieszczadzkie zdjęcia ! Z górami w taką mroźną i wietrzną pogodę nie ma co igrać i przeceniać własne możliwości , czasem lepiej zawrócić niż później wzywać GOPR :) Mieliśmy jechać tam zimą lecz urlopu jeszcze nie dostałem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego zeszliśmy, wolałam zrobić to samodzielnie :)

      Usuń
  2. Aż na zdjęciach widać ten wiatr :) Bieszczady zimą są piękne i zdecydowanie warto się wybrać. Trochę szkoda, że podmuchy nie pozwoliły wam na więcej, ale te ośnieżone drzewa to po prostu bajka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam spacer po lesie sprawiał nam tyle radości, że nawet nie żałowaliśmy tego niezdobytego szczytu

      Usuń
  3. Taki zimowy cichy las jest niezwykle magiczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, było słychać jak ziemia oddycha :)

      Usuń
  4. Zima nie jest straszna, zima jest piękna. Moje marzenie to zimowe Bieszczady lub podobne góry. Tylko dlaczego mam tam aż tak daleko? Zazdroszczę, bardzo zazdroszczę tej wyprawy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie w góry w zimie trzeba by było zapakować w pościel i koc jeszcze. Jestem mega zmarzluchem, ale uwielbiam oglądać zimę na zdjęciach. Niesamowite! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak maszerujesz to jest gorąco, zimno tylko w to, co niezasłonięte ;)

      Usuń
  6. Bajka. My w tym samym czasie zaliczyliśmy Otryt, Wetlińską i Małą Rawkę. My daliśmy radę, gorzej sprzęty foto video �� Ale wspomnień bajkowej krainy od liku ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, pięknie trafiliśmy z weekendem :)

      Usuń
  7. Bardzo piękne zdjęcia. Wspaniała wyprawa.
    Dla odpowiednio ubranego i rozsądnego turyty zima potrafi być wdzięcznym czasem do wędrowania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne ujęcia! Z przyjemnością pisałabym się na taki wypad. Zima to moja ukochana pora roku.

    OdpowiedzUsuń
  9. super, w tym roku taką zimę to tylko z daleka, ale mam wspomnienia sprzed kilku lat. Przy minus dwudziestu jest OK po aklimatyzacji, to znaczy gdy zaczniemy odróżniać dyskomfort wywołany chłodem od rzeczywistego wychłodzenia organizmu. Osobna kwestia to palce, nos i parę tym podobnych członków które stosunkowo łatwo przemrozić. A palce na kijkach szybko przemarzają. sam przetestowałem zestaw polarowa koszula, polarowa bluza i kurtka z windstoperem, na nogach polarowe dresy, na to zwykłe spodnie trekkingowe, dwie pary skarpet, czapa i w zasadzie tyle... 10 km marszu (20 poniżej zera, silny wiatr) i koszulę miałem do płukania. Problem pojawił by się na postoju. Ale palce u rąk bolały jeszcze przez kilka godzin, choć miałem rękawce goretexowe z northface'a.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widoki rewelacyjne - warto było wyciągnąć aparat ;)

    OdpowiedzUsuń

TOP