13.8.16

Sieć Cittaslow na Warmii, czyli małych miasteczek czar- część I


W plątaninie wąskich uliczek nogi same zwalniają. Wolniej stawiamy kroki na ulicznym bruku. Oczy niespiesznie ślizgają się po fasadach kamienic, łapią krzyże na wieżach kościołów, liczą cegły w czerwonym murze. Zapraszają nas ciasne podwórka, chłodne podcienia i puste zaułki. Czas przestaje płynąć, albo raczej snuje się gdzieś obok, zapętla, zawraca, przesypuje przez palce. Suniemy po mieście bez pośpiechu, jak ślimaki. W końcu ślimak to symbol Sieci Miast Cittaslow.


Czym jest sieć Cittaslow?


W 1998 r, we Włoszech ktoś bardzo mądry zauważył, że we współczesnym świecie żyjemy bardzo szybko (o, gdyby mógł zobaczyć wtedy nasze dzisiejsze czasy!). Rok później powstała Sieć Miast Cittaslow, mająca zrzeszać niewielkie miejscowości, w których się dobrze żyje. Dobrze znaczy tu spokojnie, autentycznie, zdrowo. Sieć ma chronić to, co regionalne, lokalne, naturalne. Warmińskie miasteczka świetnie wpisały się w ideę organizacji i obecnie w jej skład wchodzi dziesięć miejscowości. Poniżej chciałam przedstawić dwa z nich, ale ciąg dalszy nastąpi, gdyż urokowi tych perełek trudno się oprzeć.

Orneta. Miasto smoka


Uprałam się, żeby do tej Ornety jechać, choć nie bardzo nam było po drodze. Może zadziałała intuicja? Mina mi trochę zrzedła, gdy wysiedliśmy na stacji pośrodku niczego, a pociąg odjechał w siną dal. Potem szliśmy długo główną ulicą i niespodziewanie weszliśmy w labirynt brukowanych uliczek. Jego centrum znajdowało się na starym rynku. Ale jakim rynku! Jeśli oczekujecie widoku maleńkich, kolorowych kamieniczek, nie tędy droga. Przymiotnik, który cisnął mi się na usta w tamtej chwili to "autentyczny". Orneta, którą ujrzeliśmy żyła swoim życiem, swoim targiem, zakupami, znajomymi. Nie było tłumu turystów. Ba! Miałam wrażenie, że w Ornecie z aparatem jesteśmy tylko my. Byliśmy zachwyceni klimatem tego miejsca.

Zaczęliśmy zwiedzanie od stojącego na rynku gotyckiego ratusza z ok. 1351 r. z najstarszym na Warmii dzwonem z 1384 r. W podziemiach budynku znajduje się Galeria Dziedzictwa Ornety, którą polecam bez wahania. W kilku salach umieszczono najrozmaitsze pamiątki związane z miastem, od butelek po piwie, przez guziki do szat liturgicznych. Nie ma tu dotykowych ekranów, jest za to mnóstwo staranności i ciekawych eksponatów. Ciekawostką są pamiątki po MS Orneta, drobnicowcu, który pływał pod ta nazwą w latach 1962-1984. 

Najważniejszym zabytkiem Ornety jest gotycki kościół farny pw. Jana Chrzciciela. We wnętrzu zachowały się przepiękne polichromie, natomiast na fasadzie intrygują ceramiczne główki kobiet i mężczyzn.
W rynku zachowały się kamienice z pięknymi podcieniami pochodzące z XVII i XVIII wieku. Warto wspomnieć, że Orneta była plenerem kilku filmów m.in. Róży i Papuszy.
Ach, i jeszcze ten smok. W herbie Ornety widnieje gad czarny, z ogonem wykręconym i ziejący ogniem. Legenda głosi, że żył w pieczarze, niczym nasz wawelski. Dla mnie ten ornecki smok to jednak znak, że miasteczko skrywa jeszcze jakieś swoje tajemnice, nad którymi czuwa doskonały strażnik.

Po prostu Dobre Miasto


Skąd oni wzięli taki wielki kościół? To pytanie, które ciśnie się na usta chyba wszystkim przybywającym do Dobrego Miasta. Rzeczywiście bazylika pw. Najświętszego Serca Zbawiciela i Wszystkich Świętych góruje nad okolicą i może się pochwalić naprawdę ogromnymi gabarytami. 61,5 m długości i 22 m szerokości czynią go drugim co do wielkości kościołem na Warmii. Wewnątrz znajduje się pięć gotyckich ołtarzy. 

Drugim gotyckim obiektem w mieście jest Baszta Bociania, jedyny zachowany element dawnych fortyfikacji dobromiejskich. Nazwę swą wzięła od sympatycznych ptaków, które każdego rok na jej szczycie zakładały gniazdo. Po remoncie zniknęły, ale mieszkańcy maja nadzieję na ich powrót. Obok baszty znajduje się najnowsza atrakcja Dobrego Miasta, miejsce absolutnie godne polecenia. W 2014 r. na dobromiejskim przedmurzu powstał Skansen Miejski

W ciągu kamieniczek z przełomu XVII i XVIII w. odtworzono zakłady rzemieślnicze, które w XX w. funkcjonowały w mieście. I tak znajdziemy tu fryzjera (z piękną ścianką trzystanowiskową z okresu międzywojennego), szewca, piekarnię i atelier fotograficzne. Na piętrze jednej z kamienic pasjonaci z Grupy Historycznej Guttstadt zorganizowali wystawę pamiątek związanych z miastem. 

Cittaslow nie są dla tych, którzy lubią pośpiech. Nagradzają natomiast tych, którzy cenią sobie to mieszczące w sobie wszystko pojęcie "atmosfera". 

O kolejnych ślimaczych miasteczkach napiszę wkrótce, tymczasem zajrzyjcie do postu o Olsztynie, bo choć miasto jest zbyt duże, by się do Cittaslow załapać, na uwagę absolutnie zasługuje.

9 komentarzy:

  1. Ogólnie nie lubię miast. Ale te małe mają taki klimat... Na przykład w nieście w którym chodziłam do szkoły średniej było blokowisko, a za nim już praktycznie wieś - domy jednorodzinne, łąki :)
    W innym z kolei miasteczku, siedząc na rynku słyszę męski śpiew i gwizd. Pytam towarzyszącej mi osoby, co to? Słyszę: ,,To szewc, który ma zakład niedaleko, zawsze tak śpiewa".
    To jest właśnie magia...
    Pozdrawiam, Kasia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się idea cittaslow. Nawet w jednym z miasteczek należącym do tej sieci byłem w tym roku (Nowe Miasto Lubawskie) i zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Orneta i Dobre Miasto, to tereny zupełnie mi nieznane, ale Warmię w przeciwieństwie do Mazur bardzo lubię, więc czas najwyższy, aby ponownie się tam wybrać :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też zakochaliśmy się w Ornecie. Dodajmy do tego bardzo miłe panie z IT w urzędzie miasta.
    Całkiem nieoczekiwanie trafiłem w przewodniku po szlaku książąt Mazowieckich na informację że być może Magnus Haroldson najstarszy syn króla Anglii poległego w bitwie pod Hastings, osiadł właśnie w Polsce, ściślej w Czersku, ale będąc właścicielem wielu miejscowości mógł też mieć coś wspólnego z Ornetą (lub osadą założoną przed lokacją miasta na tym terenie)... a herbem Harolda jego ojca i samego Magnusa była... wywerna czyli smok!
    Kto wie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za ten artykuł, fajnie jest powspominać :) ja podróżowałem po Polsce z rodziną w 2014 roku, również po Warmii. Wypożyczalnia kamperów okazała się fantastycznym pomysłem, a sama wycieczka była wspaniała. Może coś o takim sposobie podróżowania - kamperem lub z przyczepą kempingową?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem wielbicielem Cittaslow i całej tej idei. Podoba mi się to odwzorowywanie tych małych miasteczek i wąskich uliczek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam takie spokojne urokliwe miejsca, nic tylko usiąść z filiżanką kawy przy stoliku na rynku i delektować się słońcem i wolno płynącym czasem. Czekam z niecierpliwością na kolejną podróż do Cittaslow.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie łączysz ze sobą słowa :) Ja jeszcze nigdy nie byłam na Warmii. Nawet jedną stopą nie zahaczyłam o okolicę.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja mieszkałem przez 6 lat w Dobrym Mieście. Omal nie umarłem, tak było nudno. Kamieniczki, domeczki,Kolegiata- to wszystko zachwyca przez tydzień- miesiąc- może kwartał- tym bardziej że miasteczko przetrzebione z zabudowy przez ruskich sołdatów, to w istocie blokowisko z kilkunastoma ostańcami w postaci kościołów (dwóch) lub nielicznych kamienic. Starcza zachwytu, jak wspomniałem, na krótko, a potem już tylko duszny powiew prowincji nie do rozproszenia żadną gorzałą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie - Daria nie wartościuje, jednym takie życie pasuje (mi) innych dusi i przygniata (jak mnie duże miasta). Dziś bym się przeniósł na Warmię, do Ornety lub Fromborka, albo do Wiślicy gdyby tylko nie żal mi było mojego zapyziałego prowincjonalnego Tarnówka ;)

      Usuń

TOP