18.8.16

Kanał Elbląski. Statkiem po trawie


Gdy w 1860 r. pierwszy statek wypłynął na wody powstającego Kanału Elbląskiego, nową drogę żeglugi śródlądowej z systemem śluz i pochylni uznano za cud hydrotechniki. Człowiek wykorzystując jedynie siłę wody w prosty sposób pokonał różnicę wzniesień i połączył drogą wodną jeziora Mazur Zachodnich z Zalewem Wiślanym. I choć Kanał Elbląski szybko ustąpił znaczeniem kolei i teraz służy jedynie turystom, ciężko się nim nie zachwycać. Gdy statek wyjeżdża z wody i sunie powoli po trawie doświadczamy zachwytu i radości dziecka. 

 Na wycieczkę Kanałem Elbląskim ostrzyłam sobie zęby od dawna, tylko tak się składało, że albo ja nie mogłam, albo kanał (ten drugi z powodu rewitalizacji, którą przechodził w latach 2012 - 2015). Dlatego przy okazji ostatniego urlopu nie mogłam mu odpuścić i wreszcie się spotkaliśmy.

Nasz rejs rozpoczynamy z przystani Żeglugi Ostródzko - Elbląskiej przy ul. Wodnej tuż koło zwodzonego Mostu Wysokiego. Zajmujemy miejsca na górnym pokładzie (ilość ograniczona!) i z niecierpliwością czekamy na wypłynięcie. Wreszcie załoga uruchamia silniki i odbijamy od brzegu. Za nami pozostają elbląskie kamienice i górująca nad miastem 97 m wieża katedry św. Mikołaja. Gdy zakończymy wycieczkę, będziemy na jej wysokości. Ale nie uprzedzajmy wypadków.



Najpierw płyniemy miejskim odcinkiem rzeki Elbląg, za chwilę rozlewa się ona szerzej, brzegi stają się dziksze. Z suchych konarów przy brzegu przyglądają się nam niepłochliwe kormorany.
Niespodziewanie przestrzeń wokół nas się rozszerza, wypełnia zielono - niebieską mieszaniną wody i liści grążeli. Znajdujemy się na jeziorze Druzno, płytkim, zarastającym akwenie (średnia głębokość to tylko nieco ponad 1 m!). W IX wieku nad jego brzegami leżała osada Truso, dziś jezioro stanowi bezcenną ostoję ptaków wodno - błotnych. Płyniemy wąskim trawersem przez zieloną zupę, a nad nami z głośnym wrzaskiem krążą rybitwy białowąse, rzeczne oraz mewy śmieszki.


Przestrzeń znowu się zwęża i wracamy w wąskie ściany kanału. Ale i krajobraz się zmienia. Wokół nas rozciągają się teraz łany zbóż, a na przed nami widzimy dachy niewielkich gospodarstw.


Aż wreszcie przed nami pojawia się to, na co wszyscy czekali. Dopływamy do pierwszej pochylni - Całuny. Mijamy sterczące z wody koło, statek powoli wjeżdża na coś w rodzaju zanurzonego w wodzie wózka. Silniki gasną i już po chwili pozornego bezruchu lina wciąga nas prawie 14 m pod górę po torach, po trawie. Jak to możliwe?


Gdy statek usadawia się już na konstrukcji obsługujący pochylnię pracownik spuszcza z wyższego zbiornika wodę, doprowadzoną specjalnym kanałem bocznym. Siła spadającej wody wprawia w ruch turbinę, a ta porusza koło obrotowe. Proste? Proste.
Pod powierzchnią wody kryją się kolejne tajemnice, choćby system  szyn równoległych do poziomu wody, który zapobiega uszkodzeniu kadłuba statku przy zjeździe z wózka. I kto wpadł na tak genialne w swej prostocie rozwiązania?


Twórcą Kanału Elbląskiego był młody niemiecki inżynier Georg Jacob Steenke. Największym problemem, przed którym stanął  było pokonanie tej nieszczęsnej 100 metrowej różnicy wysokości. Kanału nie można było po prostu przekopać. Steenke podpatrzył w Stanach Zjednoczonych, na kanale Morris system przewożenia statków na specjalnym wózku i postanowił zaszczepić go na swojej budowie. Pomysł się sprawdził i od ponad 150 lat możemy podziwiać dzieło Pana Steenke.

W drodze do celu mijamy kolejne pochylnie - Jelenie, Oleśnica, Kąty i Buczyniec, przy każdej reagując takim samym entuzjazmem jak przy pierwszej.

Po prawie pięciu godzinach rejs kończymy w Buczyńcu. Nad kanałem znajduje się obelisk poświęcony G. J  Stenkee. Pomnik ma równie ciekawą historię jak ten, komu jest poświęcony. Pracownicy kanału ukryli go przed zbliżającymi się Rosjanami, później został wydobyty. Ale władzom PRL nie bardzo pasował pomnik poświęcony Niemcowi. Toteż z inżyniera Steenke uczyniono Holendra (przecież jesteśmy na Żuławach) i jako Holender przez lata funkcjonował w literaturze, a także na obelisku, na którym umieszczono napisy w jęz. holenderskim. Nasz bohater pewnie by ich nawet nie zrozumiał.


W Buczyńcu zaglądamy także do Izby Historii Kanału Elbląskiego. Na dwóch poziomach znajduje się wystawa historyczna i techniczna. Przy pomocy modeli i plansz można zrozumieć to, czego nie udało się pojąć po drodze.

Informacje praktyczne:

Na stronie Żeglugi Ostródzko - Elbląskiej można kupić bilety m.in na rejs po pochylniach. Lepiej zrobić to z wyprzedzeniem, zwłaszcza w wysokim sezonie.

I jeszcze jedno. Nie przypuszczałam, że Kanał Elbląski wzbudza tyle kontrowersji. Od zachwytu (jak w moim przypadku) do narzekań na wielką nudę. Rejs trwa prawie pięć godzin, statek płynie powoli, pochylnie pokonuje z mozołem, więc ostrzegam - wiatru we włosach się nie spodziewajcie. Ale to jest naprawdę genialny zabytek i naprawdę ciekawa sprawa. A na nudę polecam lornetkę ;)

6 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, chociaż ja jestem z tych co lubią wiatr we włosach. Widoki też lubię oglądać, więc lornetka byłaby niezbędna:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, ciekawe! Statkiem po trawie i szynach jeszcze nie płynęłam...choć pięć godzin rejsu, to nieco przydługo, no, ale kto wie, kto wie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Miejsce... przeżycie niezykłe u niedzielnych turystów wzbudza niedosyt "atrakcji" bo za mało plastiku i nie grają disco polo...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybieram się już od dłuższego czasu na mazury i ciągle coś wypada. Mam nadzieję że jeszcze mi się uda w te wakacje. Świetny wpis i bardzo ładne zdjęcia, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wpis!
    Ja kocham Indie, a szczególnie ich świetne szkoły Jogi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama płynęłam z moją rodziną już 5 razy po pochylniach, piękna przygoda, piękne i niezapomniane widoki, super atmosfera i bufet, gdzie wśród natury można się napić pysznej kawki, obserwując z pokładu liczne gatunki ptaków przepływając przez jez.Druzno.
    Rejsy organizowane kilka razy dziennie przez ŻOE, www.zegluga.com.pl od maja do końca września. Polecam też wizytę w muzeum o kanale w Buczyńcu, przed lub po rejsie.
    Polecam wszystkim miłośnikom przyrody, natury i cudów techniki, jedyna taka rzecz na świecie tylko u nas w Polsce, bo w Kanadzie ten system już nie działa...pozostało tylko muzeum.
    Małgorzata

    OdpowiedzUsuń

TOP