10 marca

Pieszo Szlakiem Orlich Gniazd. Informacje praktyczne

Szlak Orlich Gniazd

I znowu wracam na Szlak Orlich Gniazd, tym razem tylko myślami. Otrzymuje od Was sporo pytań o praktyczne aspekty pieszej wędrówki szlakiem, stąd pomysł na zebranie wszystkich informacji w jednym miejscu. 



1. Etapy i odległości



Prawie 164 km z Krakowa do Częstochowy pokonaliśmy w 8 dni (choć konia z rzędem osobie, która jest w stanie podać dokładną długość Szlaku. Szlakowskazy różnią się od siebie diametralnie, do tego dochodzą rozmaite korekty, w tym największa w okolicach Olewina i Jaroszowca).
  1. Kraków Krowodrza- Pieskowa Skała – ok 26 km
  2. Pieskowa Skała- Rabsztyn- ok 23 km
  3. Rabsztyn-Smoleń – ok 27 km
  4. Smoleń- Podzamcze- ok 13 km
  5. Podzamcze- Podlesice- ok. 17 km
  6. Podlesice- Złoty Potok- ok 26 km
  7. Złoty Potok- Olsztyn - ok 15 km
  8. Olsztyn- Częstochowa - ok 16 km
Czy to dużo czy mało? Wydaje się niewiele, ale jeśli chcecie po drodze zwiedzać obiekty znajdujące się na szlaku, takie odległości są jak najbardziej optymalne. Dlatego radzę nie przekraczać 25 km dziennie, wtedy wędrówka będzie przyjemnością. Z 20 km poradzą sobie na pewno nawet mniej wytrawni piechurzy.
  

2. Noclegi

 


Na wędrówkę nie zabraliśmy namiotu, więc każdej nocy przyszło nam korzystać z usług hoteli/pensjonatów/agroturystyk. Noclegi rezerwowaliśmy wcześniej, telefonicznie, nigdzie nie było problemu z rezerwacją na jedną noc, a cena oscylowała w granicach 40 zł/osobę. 
  

3. Wyżywienie/zakupy

 


W Smoleniu poszliśmy spać bez obiadu i wyruszyliśmy bez śniadania, bo w miejscowości nie ma sklepu. Niewiele tez mogliśmy kupić w Sułoszowej nie schodząc znacznie ze szlaku. W pozostałych miejscowościach (szczególnie tych mocno turystycznych jak Rabsztyn, Podzamcze, Złoty Potok, Olsztyn) jedzenia znajdziecie do wyboru do koloru. Większe zakupy (typu leki, kosmetyki) zrobicie w Pilicy, Podzamczu, Złotym Potoku.
Jeszcze jedna uwaga. Wydawało mi się, może bezpodstawnie, że w każdej większej wsi znajdziemy sklep. Te czasy chyba odeszły w zapomnienie, także gdy tylko pojawiło się coś na horyzoncie uzupełnialiśmy zapasy wody i przekąsek na drogę.


4. Co zabrać?

 


Ha, dobre pytanie. Oczywiście w zależności od pogody i pory roku zestaw będzie się różnił. Moja rada jest banalna- jak najmniej. Serio, tylko tyle. Minimum ciuchów (można robić przepierki), minimum kosmetyków. Wędrując poczujecie każdy gram. Mądrze się zapakować to połowa sukcesu na szlaku. Nie ważyłam mojego plecaka, ale stawiam na ok 4,5 – 5 kg razem z wodą (a i tak przez pierwsze dwa dni marzyłam tylko o tym, by zrzucić ciężar z pleców, potem się przyzwyczaiłam).

Jeszcze kwestia butów. Szłam w butach trekkingowych (tych, które widzicie w logo bloga). Miałam oczywiście sandały na zmianę. Czy da się przejść szlak w sandałach? Przy dobrej, bezdeszczowej pogodzie - da się.


5. Oznakowanie i specyfika szlaku 

 


Szlak Orlich Gniazd jest bardzo dobrze oznakowany. Nasza mapa była momentami nieaktualna po ostatniej korekcie (okolice Olkusza), ale nie błądziliśmy. Największe trudności znaleźliśmy w okolicach wsi Moczydła, Podzamcza oraz w lesie tuż przed Częstochową. Mieliśmy ze sobą GPS z wgranym przebiegiem szlaku.
Na szlaku nie ma większych wzniesień, bardziej natrudzić można się jedynie przy wejściu na Górę Zborów, Ostrężnik i Góry Sokole. Większość trasy przebiega przez lasy (co ma zbawienny wpływ przy upalnej pogodzie). Stosunkowo niewiele idziemy po asfalcie, po odkrytym, polnym terenie jedynie za Sułoszową.

Najgorszy, najbardziej nużący fragment szlaku to zdecydowanie odcinek częstochowski, od huty do Starego Rynku. Teraz wydaje mi się, że lepszym pomysłem byłoby pójście z Częstochowy do Krakowa, malownicze fragmenty Ojcowskiego Parku Narodowego zostawiając na koniec, a te miejskie częstochowskie biorąc z marszu, w pełni sił.

 

 

6. Ile to kosztuje?

 


Podczas wędrówki prowadziłam bardzo dokładne wyliczenia każdego wydatku (od biletów wstępu po maść na ugryzienia). Wydaliśmy nieco ponad 500 zł na osobę (5 noclegów - raz spaliśmy u Przyjaciół, wyżywienie, powrót do Krakowa). Wydaje mi się, że to kwota niska jak na 8 dni urlopu.

Sezon wędrówek tuż tuż przed nami. Bardzo Was zachęcam do zmierzenia się ze Szlakiem Orlich Gniazd, po kawałku czy w całości, pieszo lub rowerem. To jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Polsce. I powiem Wam, że nic nie daje takiego poczucia wolności jak wędrówka, gdzie nogi poniosą.


A o naszej letniej wyprawie poczytacie tutaj, tutaj i tutaj.

12 komentarzy:

  1. Bardzo praktyczne rady! Ten szlak od dawna chodzi po głowie mojej siostrze. Nie wiem, czy rozważała pieszą wędrówkę, ale może by nie pogardziła. Czuję, że to forma wypoczynku, która bardzo by mi pasowała - z jednej strony konkretny szlak, z drugiej można przecież nieco zboczyć ze szlaku i zobaczyć coś przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chcieliśmy przejść Szlak Orlich Gniazd, ale po Jurze można sobie fajnie zaplanować inną trasę- na Pustynię Błędowską, na szlak Warowni Jurajskich... możliwości jest mnóstwo. Namów siostrę i idźcie razem :)

      Usuń
    2. Ooo właśnie, Pustynia Błędowska to z kolei mi się tłukła po głowie! :) Dzięki za podpowiedź.

      Usuń
  2. Świetny wpis i bardzo fajny pomysł na spędzenie urlopu. Lubię spacerować i wszelkie piesze wycieczki. Chociaż przyznam szczerze, że do tej pory wybierałam się jedynie na jednodniowe wyprawy. Jakoś zniechęca mnie myśl noszenia całego dobytku na plecach :P A wiadomo, że w naszym klimacie trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Chociaż, może się przekonam. Trasa brzmi bardzo przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. 1 - dokładnie tak. Camino Polska jest podzielone na odcinki po 30 km z hakiem i ... jest to za dużo. Przejść można ale potem brakuje ochoty na zwiedzanie.

    3 - racja. lepiej dźwigać niż ścigać jak mawiała moja mama, a w dobie powszechnego samochodu, sklepów "wiejskich" nie przybywa, czasem nawet i są w danej miejscowości ale kilka kilometrów od szlaku.

    4 - "stawiam na ok 4,5 – 5 kg razem z wodą" nie wierzę, za lekki - no chyba że towarzysz tachał 40 kg ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Towarzysz miał tyle samo :D Środek lata- coś na górę, coś na dół, podstawowe kosmetyki w malutkich buteleczkach, ręcznik z mikrofibry, sandały, mapa, ksero kartek z przewodnika, aparat kompaktowy. Najwięcej ważył mój stary gps.

      Usuń
    2. Faktycznie - minimum, ja jako GPSa i przewodnika używam tabletu. Nie martwię się o kartki ale za to muszę dźwigać jeszcze power-bank. W sumie to nadal nie wierzę, bo skromnie licząc, mi nawet na kilkugodzinne przejście potrzeba jakieś 7 do 8 kilo (kurtka p-deszcz, dwa litry mineralnej, jakiś batonik energetyczny, konserwa, pieczywo, jabłka, apteczka, niezbędnik, multitool, aparat foto, tablet, chusteczki higieniczne, nici i igła, kompas (na wszelki wypadek), a tak z noclegami to jeszcze druga para spodni, trampki, szczoteczka i pasta do zębów, maść na otarcia... nazbierało by się...

      Usuń
    3. Mniej więcej pamiętam co miałam. Zapakuję się i zważę plecak :)

      Usuń
  4. "nic nie daje takiego poczucia wolności jak wędrówka, gdzie nogi poniosą" - pięknie powiedziane. Zdjęcie z krowami na drodze cudne - bo tak to wygląda jeszcze na wsi, z naciskiem na jeszcze. Lubię taki klimat. Gratuluję pomysłu na wędrówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to już wiem co będę robiła pod koniec lipca, wrócę na szlak z młodości. Bardzo przydatne wskazówki wykorzystam z pełną premedytacją :) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybieram się tam bezskutecznie od zeszłego roku. Pogoda krzyżuje mi plany. mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię, bo to mój punkt obowiązkowy.

    OdpowiedzUsuń

TOP