7.3.16

Beskid Makowski. Pasmo Lubomira i Łysiny

Pasmo Lubomira

Zapachniało wiosną i ciągnie mnie w góry. Nie jest tajemnicą, że od ostrych grani Tatr wolę łagodne grzbiety Beskidu i właśnie tam postanowiłam poszukać pierwszych śladów tegorocznej wiosny. Ale które pasmo wybrać? Może to najbliższe, a zupełnie nieznane? Rzut oka na mapę i już wiem. Nieco ponad 30 km na południe od Krakowa ciągnie się pasmo niewysokich gór. To Beskid Makowski, z najwyższym szczytem Lubomirem.


Na początku należy Wam się kilka słów wyjaśnienia. Otóż z Lubomirem i z całym Beskidem Makowskim jest niemałe zamieszanie. Najwyższy szczyt pasma, tytułowy Lubomir (904 m npm) należy także do innego pasma, a może nawet wcale nie jest najwyższym szczytem. Skomplikowane? To po kolei.

O przynależność Lubomira toczyły się spory i toczą nadal. Według regionalizacji Polski Jerzego Kondrackiego należy on do Beskidu Wyspowego, natomiast często zalicza się go do wschodniej części Beskidu Makowskiego i uznaje za najwyższy szczyt (np. przez twórców Korony Gór Polski). 
 
Pasmo Lubomira

Tymczasem sporna jest także przynależność Pasma Jałowieckiego ze szczytem Jałowiec, który ze swoimi 1111 m npm przewyższa Lubomir i jeżeli zamiast do Beskidu Żywieckiego jak chce część badaczy pasmo zaliczymy do Beskidu Makowskiego, wtedy Lubomir najwyższym szczytem nie będzie...I jeszcze jedno- Beskid Makowski i Średni to to samo. Myślenicki też. Uff, tyle gwoli wyjaśnienia. Jakkolwiek z tym Lubomirem jest, warto tam zajrzeć, o czym przekonacie się w poniższej relacji. Wyruszmy na szlak!

Zaczynamy w miejscowości Wiśniowa, u stóp drewnianego kościoła pw. św. Marcina z początku XVIII wieku. Mamy szczęście, kościół jest otwarty. W ołtarzu głównym znajduje się łaskami słynący obraz Matki Boskiej Wiśniowskiej. Podziwiamy także polichromie, wprawdzie XX wieczne, ale ładnie komponujące się z drewnianymi deskami. I ruszamy dalej za zielonymi znakami. 
 
Pasmo Lubomira
Kościół w Wiśniowej

Najpierw po asfalcie, w stronę Wierzbanowej, następnie skręcamy w łąki i zadrzewienia. I tu wiosna trwa na całego. Dzięcioły werblują, a ich zielony przedstawiciel wypełnia swoim chichotem czarownicy całą okolicę. Po krótkim marszu pod górę docieramy do spróchniałej wierzby. I tu warto skręcić w prawo by po około 200 metrach dojść do niewielkiego cmentarza z I wojny światowej. To tylko kilka krzyży ukrytych pośród drzew, ale warto pamiętać o tym miejscu. 
 
Pasmo Lubomira
Cmentarz wojenny

Wracamy do wierzby i podejmujemy wędrówkę za zielonymi znakami. Schodzimy do wsi Kobielnik i znów chwilę wędrujemy po asfalcie. Wreszcie mijamy ostatnie zabudowania i wchodzimy pomiędzy potężne jodły. Wiosna ustępuje miejsca zimie, na szlaku leży jeszcze śnieg, na przemian z błotem, kamieniami i ściętymi gałęziami. Pokonujemy wszystkie przeszkody i po około 2,5 godz. od przystanku w Wiśniowej stajemy na szczycie Lubomira. 
 
Pasmo Lubomira
Zielony szlak na Lubomir

Wita nas budynek obserwatorium astronomicznego im. Tadeusza Banachiewicza. Skąd się tu wzięło obserwatorium? Już w początku XX w. zanieczyszczenie światłem w Krakowie wykluczało wiele prac obserwacyjnych, dlatego naukowcy zaczęli szukać dla siebie nowej siedziby. Lubomir (wtedy jeszcze Łysina) wydawał się idealnym miejscem, bo wysoko, ale nie za wysoko, jest dogodne połączenie z Krakowem (5 godzin kolejno autobusem, powozem, piechotą!). Teren należał do księcia Kazimierza Lubomirskiego, ale podarował on 10 ha ziemi na rzecz obserwatorium, więc szczyt nazwano na jego cześć. 
 
Pasmo Lubomira
Obserwatorium na Lubomirze
Obserwatorium powstało w 1922 r., w drewnianym domku, którego pozostałości znajdują się na szczycie do dziś. W stacji obserwowano przede wszystkim zaćmienia gwiazd, ale odkryto tu także dwie nieznane komety. I te komety przetrwały do dziś- w herbie gminy Wiśniowa!

Pasmo Lubomira
Na czerwonym szlaku

Teraz długim zalesionym grzbietem, bez przewyższeń i widoków wędrujemy do kulminacji Łysiny za czerwonymi znakami. Szlak poprowadzi nas aż do naszego kolejnego celu- schroniska PTTK Kudłacze.

W niedawno opublikowanym rankingu miesięcznika npm schronisko zajęło trzecie miejsce, niestety od końca. Głównym zarzutem było niesmaczne jedzenie, brak koszy na śmieci i niemiła obsługa. Cóż, byłam tam chwilę i to po raz pierwszy, ale obsługa łącznie z właścicielem w niczym mi nie podpadła, a kwaśnica była arcykwaśna i arcysmaczna. Macie jakieś doświadczenia?

Pasmo Lubomira
Schronisko Kudłacze

Odpoczęliśmy w miłej atmosferze, wraz ze sporą grupą innych turystów (ilość osób w schronisku mocno mnie zaskoczyła, bo na szlaku nie było nikogo). Przed nami ostatni etap- czarny szlak do Pcimia. Na szlakowskazie 2 godziny, nam udaje się pokonać trasę w 1,5, choć było mokro, stromo i błotniście. Mijamy most na Rabie i już jesteśmy na przystanku. Mamy szczęście, bus do Krakowa podjeżdża po 15 minutach.

Pasmo Lubomira

I cóż więcej mogę powiedzieć o moim pierwszym spotkaniu z Beskidem Makowskim? Góry tu niewysokie, zalesione, widoki niepiękne, a domy i pola prawie sięgają szczytów. Ale ja i taką niespieszną wędrówkę lubię, i krajobraz sadyb ludzkich- lubię.

Macie ochotę na więcej? Odwiedźcie Beskid Wyspowy, naszą relację znajdziecie pod tym linkiem

Informacje praktyczne:

czas: łącznie z przerwą obiadową na Kudłaczach- 6 godzin
długość trasy: ok 17,5 km

Do Wiśniowej i Pcimia dojazd licznymi busami spod Galerii Krakowskiej, wędrówkę można także rozpocząć w Myślenicach (ale to dużo dłuższa opcja)

Jak głosiła wywieszona informacja- obserwatorium można zwiedzać za opłatą (2 zł) w soboty i niedziele w określonych godzinach (pierwsze wejście o 12)

Informacja o schronisku Kudłacze- tutaj

11 komentarzy:

  1. Bardzo malownicza notka. Czuję jakbyś mnie miała ze sobą w plecaku :) Beskid Makowski wraz z Lubomirem są mi nieznane, fajnie, że mnie tam zabrałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam pojęcia,że Beskid Makowski to to samo co Średni czy Myślenicki. o istnieniu tego ostatniego nawet nie wiedziałam prawdę powiedziawszy.za to sama Twoja wyprawa przesympatyczna i bardzo klimatyczna, z licznymi ciekawymi miejscami po drodze.

    uprzejmie zazdroszczę bliskości gór, do których można niemal w każdej chwili wyskoczyć. mieszkając w Katowicach niemal co weekend wyskakiwałam w Beskidy i mimo, że mieszkam w Trójmieście już 3 lata to i tak mi nadal tego brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne i nastrojowe zdjęcia. Przypomniały mi się górskie wędrówki w młodości po beskidzkich okolicach, chyba czas odświeżyć wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Człowiekowi z nudnych nizin pozostaje tylko zazdrościć i morza i gór. Ale na Ziemiach Odzyskanych też nudy można nie zaznać. O ile się chce :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne widoki.
    Zapraszam do mnie na Urokliwe Miejsca i ...
    ich adres:http://urokliwemiejsce.wordpress.com/
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dereptałem tam często jak jeszcze Ciotylda uczyła w Jordanowskim liceum, ale odkąd wrócili do Cieszyna, jakoś mi tam stale bazy wypadowej brakuje - dzięki za przypomnienie o Kudłaczach. jak tam jest teraz nie wiem, ale drzewiej bywałem i ... no nie krzywduję sobie.

    OdpowiedzUsuń
  7. W moich stronach też mam swoją królową w KGP. Choć nie powala wysokością, to nadaje magii Górom Świętokrzyskim. A imię jej to Łysica :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki Tobie dowiedziałem się, że byłem nie tak dawno w Beskidzie Makowskim :-) Nocowałem na Kudłaczu. Niezapomniany nocleg :-) Trzecie miejsce od końca jest w pełni zasłużone, przeraża mnie, że są jednak gdzieś dwa gorsze miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze usłyszeć taką informację z ust osoby, która była. Ostatnie miejsce zajmuje schronisko, które jest zamknięte całkowicie :D

      Usuń
  9. Bardzo podoba mi się pierwsze zdjęcie, jest bardzo, bardzo ładne! Co do schroniska Kudłacze, znam i bywałam w gorszych schroniskach i uważam, że niesłusznie znalazło się ono prawie na końcu rankingu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

TOP