24.9.15

Chaty, róże, gwiazdy. Jesienny spacer po Parku Śląskim w Chorzowie

 
Park Śląski w Chorzowie


Wyobraźcie sobie ponad sześćset hektarów parku w centrum wielkiej przemysłowej aglomeracji. Wyobraźcie sobie w jednym miejscu zoo, lunapark, skansen, kompleksy sportowe, kawiarnie, trawniki, drzewa, stawy, baseny. Jako mieszkance Krakowa, przychodzi mi to z niemałym trudem. Mieszkańcom Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich powinno być zdecydowanie łatwiej. Jesień nadeszła, zrobiło się troszkę zimniej, ale pogoda i tak nas rozpieszcza. Nic, tylko iść na spacer. A gdzie iść, żeby jeszcze na tym spacerze coś zobaczyć? Na pewno dobrym pomysłem jest Park Śląski, znany dawniej jako Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku. Aby skorzystać ze wszystkich atrakcji kompleksu należałoby spędzić tu kilka dni, a nie te parę godzin, które mamy do dyspozycji. Choć wszystko kusi, plan mamy opracowany. 


Chaty, czyli Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny 


Na pierwsze danie wybieramy Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny. Mijamy nowoczesną bryłę Stadionu Śląskiego, przechodzimy przez oszklony budynek kas i nagle znajdujemy się w innym świecie. Przed nami wyrastają drewniane chaty, gdzieś szczeka pies i muczą krowy. Świątek w bielonej kapliczce smętnie spogląda na drogę. Nagle znaleźliśmy się w Beskidzie Śląskim, w zagrodzie bogatego chłopa z Istebnej. 

Park Śląski w Chorzowie

 


Skansen podzielono na pięć sektorów: beskidzki, podgórski, pszczyńsko - rybnicki, przemysłowy i lubliniecki. W każdym znajdziemy architekturę charakterystyczną dla regionu, zarówno mieszkalną jak i użytkową, m.in. folusz, młyn i kuźnię.

Park Śląski w Chorzowie



Zaciekawiły mnie dźwięki dochodzące spomiędzy chat. Słyszę płaczące dziecko, gwar rozmów, odgłosy zwierząt, a nikogo nie widzę! Tajemnica szybko się wyjaśnia. W obejściach sprytnie poukrywano głośniki z nagraniami, co moim zdaniem pozwala się lepiej wczuć w atmosferę wsi. Prawdziwe zwierzęta też tu spotkamy: pasące się owce, kozy w zagrodzie, puchate króliki, kota śledzącego nas spojrzeniem. Prawdziwą furorę robią konie, które zaczepiają zwiedzających w poszukiwaniu pieszczot i zaglądają w talerze i kubki w restauracji.

Park Śląski w Chorzowie

Najbardziej ciekawił mnie sektor przemysłowy. I się nie zawiodłam! Uświadomiłam sobie, że Górny Śląsk jeszcze 150 lat temu diametralnie różnił się od tego, który znamy dziś. Budownictwo tradycyjne stoczyło walkę z szybko postępującą nowoczesnością i tę walkę przegrało. Oto przed nami drewniany dom sołtysa Katowic (!) z 1826 r. z charakterystycznym gołębnikiem, wnętrzem malowanym na biało i niebiesko i tradycyjnymi makatkami.


Park Śląski w Chorzowie



Najbardziej intrygują nas jednak napotykane co jakiś czas drogowskazy z napisem: zaułek zmory. Cóż to może być takiego? Rozwiązanie zagadki znajdujemy w stojącej na uboczu chałupie z Lublińca. Z ogródka pełnego ziół i kwiatów w grymasie szczerzy się  diabeł. Przekraczamy próg chaty. Zapach ziół kręci w nosie. Jesteśmy w siedzibie zielarki, może wioskowej wiedźmy. Poznajemy tu właściwości roślin leczniczych i magicznych, a także niektóre z tajemnic śląskiej demonologii ludowej. 


Park Śląski w Chorzowie



Spacer postanowiliśmy zakończyć w karczmie. Zamawiamy roladę z kluskami śląskimi i żeberko z panczkrautem. Panczkraut (zwany także ciapkapustą), danie stanowiące jakby mieszaninę ziemniaków z kapustą jadłam po raz pierwszy w życiu i powiem Wam, że zniknął z talerza błyskawicznie (i bardzo nasycił!). Szkoda nam opuszczać gościnne progi (i płoty) Parku, ale przed nami kolejne atrakcje.



Róże, czyli Elka i Rosarium


Park Śląski w Chorzowie
Tuż obok Stadionu Śląskiego znajduje się stacja kolejki krzesełkowej Elka. Żal byłoby nie skorzystać. Fundujemy sobie piętnastominutową przejażdżkę z biletem w jedną stronę (oczywiście istnieje możliwość zakupu także biletu powrotnego). I  tak sobie jedziemy ponad parkiem, ponad kortami, spacerowiczami, rosarium. Tak strasznie mi żal, że nie możemy z bliska obejrzeć tej różanej Alei. Przysięgłabym, że ich zapach czułam na krzesełku kolejki. Mijamy bramę ogrodu zoologicznego i atrakcje wesołego miasteczka. Lądujemy nieopodal zoo, ale dziś tu nie wstąpimy. Do kolejnej atrakcji mamy ok. 20 minut spaceru, więc nie zwlekając ruszamy w drogę. Infrastruktura Parku zachwyca: ścieżki rowerowe są szerokie jak jezdnia, chodniki osobne dla biegaczy, osobne dla spacerowiczów. Aż chce się korzystać.
 

Gwiazdy, czyli Planetarium Śląskie 


Park Śląski w Chorzowie
Spomiędzy drzew wyłania się betonowy grzybek. To budynek Planetarium, zbudowany w latach 1953-1955. Trzy razy dziennie wyświetlane są tu seanse przybliżające problematykę astronomii. My wybieramy Gwiazdy dla Opornych. Gdy nie było GPS. Siadamy w wygodnych krzesłach i wpatrujemy się w kopułę sali. Światło gaśnie a nad nami sklepienie zmienia się w rozgwieżdżone niebo. Ale jakie niebo! To nieprzenikniony bezkres czerni z tysiącami błyszczących punktów. To niebo nieznane, obce, nie zanieczyszczone światłem. Po takie niebo można jechać już tylko w Bieszczady albo do Puszczy Białowieskiej. 

>>Zobacz także: Złoty Potok czy Bieszczady? 6 pomysłów na jesień
 


Nasz seans trwa i powoli w tym bezmiarze gwiazd uczymy się odnajdywać punkty charakterystyczne, rozpoznawać konstelacje. Odbywamy cztery podróże przez wieki i przez cztery pory roku. Po 45 minutach gwiazdy bledną, znikają, a my wychodzimy w złotą plamę słońca, zawiedzeni, że to już koniec, że tak szybko minęło. I nawet na to miłe, jesienne słońce spoglądamy wrogo. Pozostaje nam na pocieszenie perspektywa następnych seansów. I spacer wśród cudownych starych drzew.

5 komentarzy:

  1. I że mnie tam jeszcze nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic straconego, zbliża się czas jesiennych spacerów :)

      Usuń
  2. Bardzo ładny i malowniczy opis sprawił, że przez moment poczułam się jakbym była na spacerze z Wami! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujący wpis :-) Aż chce się tam od razu pojechać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że jednak za kilka dni pogoda się poprawi, bo narobiłaś mi ochoty na zwiedzenie tego parku :)

    OdpowiedzUsuń

TOP